2 stycznia 2013

Grzechy konsumenckie

Polska jest krajem, w którym można opluć człowieka wyznającego zasady obce dla modelowego Kowalskiego, ale i on nie ma tu łatwego życia. Wartościowanie ludzi ze względu na wyznawaną religię, deklarowaną opcję polityczną czy orientację seksualną nie jest już modne, ponieważ istnieją w Polsce środowiska, które krytykują obywateli za... znajomość prawa i uświadamianie innych w tych prawach.

Jedną z twarzy kampanii ''Prawo Kultury'' jest prawnik Piotr "VaGla" Waglowski.
Związek Producentów Audio-Video dołączył do grona bojówek podobnych Stowarzyszeniu Filmowców Polskich czy Stowarzyszeniu Autorów ,,ZAiKS’’, oburzając się na kampanię ,,Prawo Kultury’’, której twórcy uświadamiają konsumentów w obszarze ustawy o prawie autorskim. Przykładny obywatel nie musi znać swoich praw. Do takich wniosków od lat dochodzą wszelkiej maści lobbyści, mający na sercu wyłącznie ,,dobro twórców’’ i głęboko wierzący, że obco brzmiąca dla szarego człowieka ustawa służy jedynie interesom artystów i (dojących ich) producentów. Całą inicjatywę ZPAV nazwał zachęcaniem do kradzieży, jednak czy jest nią działanie zgodne z prawem? Dyrektor Związku Bogusław Pluta najwidoczniej wzoruje się na najlepszych politykach PiS, nie kwapiąc się do zgłoszenia przestępstwa popełnionego przez organizatorów kampanii. 

Dyrektor organizacji ma również sprzymierzeńców krytykujących kampanię. Na łamach portalu NaTemat wypowiedział się w tej sprawie Zbigniew Krüger, adwokat reprezentujący artystów. Dobrze wyglądający język prawniczy autora nie przekłada się jednak na siłę argumentów, jakimi dysponuje. Jak twierdzi prawnik: ,,Zmiana modelu biznesowego może nieść także zagrożenie dla niezależności twórców. Płacąc za muzykę mamy gwarancję, że twórca pozostaje niezależny. W przypadku gdy głównym źródłem dochodów artystów nie będzie sprzedaż utworów, lecz np. przychody z reklam wyświetlanych na ich kanałach YouTube, pojawią się pytania o ich niezależność, a nie możemy wykluczyć także prób lokowania produktów w utworach, np. w tekstach piosenek’’. Za przeproszeniem, niezależny to jest uliczny grajek, nie wokalista godzący się na zarobki będące ułamkiem tego, co zarobi wytwórnia i pozostali pośrednicy. Komercjalizacja życia artysty jest wpisana w jego politykę marketingową. Nie twierdźmy zatem, że Marek Kondrat gra w reklamach, ponieważ nie ma, czego do gara włożyć. Jeśli natomiast mylę się i jednak aktor głoduje, może producenci czerpiący zyski z filmów z jego udziałem bardziej zainteresują się losem aktora, zamiast własną kieszenią? Pan adwokat dodaje, że spadek dochodów z legalnej dystrybucji utworów wymusza na twórcach bardziej asekuracyjne postępowanie. Brak innowacyjności jest szczególnie zauważalny na rynku filmowym. Rzeczywiście stoją za tym niepokorni konsumenci, którzy nie kwapią się do wizyty w kinie czy sklepie? A może jest to wina producentów, którzy nie potrafią sprostać oczekiwaniom odbiorców i licząc na łatwy zysk uciekają się do kontynuacji rozpoznawalnej marki? Film oparty na oryginalnym scenariuszu nie ma racji bytu nawet, gdy przynosi zyski, ponieważ nieporównywalnie większe przyniesie kolejny Bond czy Batman. Zabawny musi być człowiek, który w maksymalizacji dochodów doszukuje się gwarancji niezależności i rozwoju sztuki. Chciwość nie ma granic.

W dzisiejszym świecie nie ma miejsca na ideę sztuki dla sztuki. Dzisiejsi artyści, często będący jedynymi autorytetami dla młodzieży, karzą sobie płacić za nie do końca wartościowe treści. Nie lepiej jest z polską prasą w Internecie, która reprezentuje podobny poziom, a od września jest częściowo płatna (Piano Media).

Żyjemy w czasach, w których abstrakcyjna własność intelektualna jest ważniejsza od materialnej, a hasłami obrony kultury wycierają sobie mordę wytwórnie ją marnujące. Kraj, w którym można ukraść coś, co nigdy nie należało do kogoś. Współczesna rewolucja kulturowa.