9 grudnia 2012

Kaczyński Relations

Jarosław Kaczyński podczas sobotniej wizyty we Wrocławiu przekonywał mieszkańców miasta, że demokracja w Polsce jest zagrożona. ,,To jest kontynuacja systemu postkomunistycznego...’’ - przekonuje wskazując palcem obecną ekipę rządzącą. Bynajmniej, kuszony przez wężoustego Macierewicza prezes PiS nie ma na myśli historycznego położenia państwa. Jego zdaniem pozostałości po minionym ustroju przetrwały do dziś i są kultywowane przez ludzi Platformy.

,,Sztuczka legitymizowania tej władzy zawiera w sobie silny element solidarnościowy, np. odwołania do Wałęsy czy budowanie różnych, nie do końca prawdziwych życiorysów poszczególnych przedstawicieli władzy (...) to nieporozumienie, to jest kontynuacja systemu postkomunistycznego, ze wszystkimi tego złego skutkami.’’
Jarosław Kaczyński

Przyznam, mało kto zna się lepiej na odwracaniu kota ogonem jak właśnie Kaczyński. Panie Jarosławie, to co nazywa pan sztuczkami legitymizacji władzy to zaledwie jedne z wielu narzędzi marketingu politycznego i mile widziany element w każdej demokracji parlamentarnej. Natężenie zabiegów mających na celu stworzenie pozytywnego wizerunku kandydata wzrasta podczas wyborów, przekłada się na jego końcowy wynik. Następnie, legitymizacja społeczna danego ugrupowania determinuje je do otrzymania legitymacji.

Pluralizm polityczny determinuje zarówno polityków jak i całe ugrupowania do skutecznego kreowania własnego obrazu, przekonania do siebie jak najliczniejszej części wyborców. Możemy zadawać sobie pytanie czy konsumpcyjne podejście do polityki jest etyczne z punktu widzenia obywatela, ale nie zmienia to faktu, że każda partia polityczna w Polsce ma te same możliwości. W jaki sposób by nie oceniać ówczesnej władzy, jest ona w pełni legalna.

Prezes PiS'u zdaje się nie pamiętać, że jakiś czas temu sam uciekał się do podobnych sztuczek, organizując quasi-merytoryczne debaty o służbie zdrowia czy gospodarce. Sondażowe słupki szybowały w górę do czasu trotylowej publikacji Gmyza, która spowodowała powrót PiS'u do dawnej, pełnej jadu retoryki. Sama świnia worek drze, sama kwiczy, panie prezesie.

Przykłady możemy mnożyć, na przykład cofnąć się pamięcią do 2011 roku. Na światło dzienne wychodzi szczególny film - ponoć dokumentalny - pt. Lider, opowiadający o życiu Jarosława Kaczyńskiego. Ta ,,niezależna’’ produkcja pokazuje drogę, jaką dwaj bracia przeszli, zanim rozłączyła ich katastrofa smoleńska. Wątki biograficzne co jakiś czas przerywają sceny z Jarosławem stojącym na czele wielkiego ruchu skandującego jego imię. W tle łopoczą biało-czerwone flagi, widzimy też logo Solidarności. Osoba nie mająca pojęcia o historii zapewne pomyśli, że to Kaczyński obalił komunizm, nie Wałęsa. Nie od dziś wiadomo, że karłowaty polityk PiS'u ma duży kompleks - w końcu to nie on jest ikoną Solidarności, a właśnie gdański elektryk. W filmie wypowiadają się również całkiem apolityczni fachowcy. ,,To było ryzyko, które zawsze gdzieś koło nas stało przez wszystkie momenty’’ - rzekł niejaki Antoni Macierewicz, kiedy w tle pojawił się wrak rozbitego Tupolewa. Bronisław Wildstein dodaje: ,,Trzeba być prawdziwym politykiem i mężem stanu. I on tym mężem stanu jest’’. Fantazja daleko poniosła również socjolożkę Jadwigę Staniszkis: ,,On jest takim urodzonym fighterem. Ma niesamowitą odporność na ciosy wynikającą z tego, że to jest człowiek bez kompleksów. Jarosław Kaczyński to jest inteligiencja, wola, odporność, wielkie poczucie własnej wartości i godności i takie właśnie granie z losem, odbijanie się od dna, walka’’.

Mąż stanu? Przywódca? Człowiek rodzinny, bez kompleksów, mający dystans do własnej osoby? W dodatku bohater walki o demokrację, jedyny w swoim rodzaju?! Panie Jarosławie, to budowanie nie do końca prawdziwego życiorysu, szczodrze zakrapiane elementami solidarnościowymi.

Trzeba przyznać, że film Lider był świetnie zrealizowanym materiałem wyborczym, który pechowo dla PiS'u został zablokowany na terenie Polski. Cytując jednak klasyka: ,,Nie wolno się na demokrację obrażać’’. Kwestionowanie legalnej władzy oraz język nakłaniający do jej zmiany to już zdecydowanie nadużycie prawa do wolności słowa. Takie zarzuty nigdy nie powinny paść z ust polityka opozycji zwłaszcza, że - jak pokazuje rzeczywistość - opieranie wizerunku ugrupowania na zamachach i spiskach przynosi prawicowej partii wyłącznie straty.