27 listopada 2012

Rolne lobby i Żyd

Warto poruszyć kwestię uboju rytualnego, ponieważ właśnie dziś Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy skargę w sprawie rozporządzenia, które minister rolnictwa wydał w 2004 roku, a które nijak ma się do obecnie obowiązującej ustawy o ochronie zwierząt.

Ubój rytualny w Polsce (szechita i halal). Ministerstwo Rolnictwa broni ubojni.
Krótkie przypomnienie. W 2004 roku minister rolnictwa w osobie o ironio Wojciecha Olejniczaka (SLD) wydał rozporządzenie regulujące warunki uboju zwierząt. Akt miał na celu zhumanizowanie pewnych zasad uśmiercania zwierząt, ale jednocześnie dał przyzwolenie na ich ubój bez obowiązku ogłuszenia, jeśli ten jest podyktowany obyczajami religijnymi.

Z początkiem 2012 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, która nie uwzględnia żadnych wyjątków w kwestii ogłuszania zwierząt.

Bez trudu można dostrzec konflikt pomiędzy postanowieniami zawartymi w rozporządzeniu a równie aktualnej ustawie. Nawet mniej przykładający się do nauki żak wie, że w hierarchii aktów normatywnych wyżej znajduje się ustawa. Z tej zależności zdał sobie sprawę prokurator generalny, który zaskarżył rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego.

Czym jest ubój rytualny? Mówiąc prosto, ale dosadnie, takim uśmiercaniem zwierząt, aby mięso - zgodnie z religijnymi wytycznymi było ''czyste''. Czystość oznacza brak krwi, która w wielu kręgach kulturowych jest uznawana za brudną, wręcz plugawą. W praktyce podrzyna się nieogłuszonemu, a co za tym idzie świadomemu zwierzęciu gardło, aby te mogło się wykrwawić. Oprócz niebudzącego wątpliwości cierpienia (które przedstawiciele wybranych związków wyznaniowych i tak próbują zakwestionować) dochodzi stres związany z okolicznościami uboju, który z przyczyn ekonomicznych jest przeprowadzany zbiorowo, tym samym uświadamiając jeszcze żywym zwierzętom o ich zbliżającym się losie. Każda ''szkoła'' inaczej ten rytuał przeprowadza - począwszy od ilości cięć po pozycje zwierząt podczas całego aktu. Prawdziwa Kamasutra. Z czystości i miłości do Boga - warto dodać.

Sprawy by nie było, gdyby Ministerstwo Rolnictwa poczuwało się do naprawy niekompatybilnego z prawem rozporządzenia. Fo pa posła SLD okazuje się jednak nie do ruszenia, zwłaszcza kiedy resortowi przewodniczą Ludowcy, kolejno Marek Sawicki i Stanisław Kalemba. Chłopski, zazwyczaj eurosceptyczny umysł usprawiedliwia swoją bierność prawem europejskim, odwołuje się także do praw związków wyznaniowych gwarantowanych przez naszą Konstytucję. Gdybym nie znał natury ludzi PSL'u powiedziałbym, że to błąd w interpretacji treści unijnego rozporządzenia (które de facto zezwala państwom członkowskim na stanowienie prawa w celu ochrony praw zwierząt przy ich uśmiercaniu), że to ograniczona przez katolicki bełkot wyobraźnia, która człowieka stawia ponad inne zwierzęta. Zejdźmy na ziemię. Prawda jest brudna niczym polski czarnoziem - lobbing, klientelizm i inne towarzyszące Ludowcom dewiacje znowu dały o sobie znać.

Posłom Polskiego Stronnictwa Ludowego nie przyświeca jakakolwiek ideologia, nawet ta całkiem zgniła chrześcijańska, jeśli dopatrzą się oni konkretnych profitów dla siebie. Sprzedaż sumienia i czynów to dla ugrupowania tradycja. Na świecie taka polityczna prostytutka ma nawet krasną nazwę - jest określana mianem partii obrotowej. Opchnęliby nawet Jezusa na bazarze, za 30 srebrników. Czemu los zwierząt miałby ich odwieść od celu?

To nie tajemnica, że ubój rytualny jest zyskownym biznesem - wie o tym z własnego doświadczenia ''swój człowiek'' Ludowców. Problemem nie jest krajowy rynek. Mięso dla wyzutych z człowieczeństwa muzułmanów czy Żydów (bo tak ludzi akceptujących tę bestialską praktykę należy nazwać) z powodzeniem trafi na eksport. Duża szansa dla Polski? Staram się dostrzec w tym pewien sens, ale w zgodzie z własnym sumieniem potępię każde działanie, które jest zakrapiane krwią i cierpieniem żywych istot.

Wierzę, i można to nazwać moją młodzieńczą naiwnością, że człowieka stać na więcej. Tęsknię z czasami, kiedy liczyła się idea, ta zdrowa, polegająca na wzajemnej miłości, poszanowaniu i empatii. Wierzę też, że utarty stereotyp zwierzęcia jako narzędzia w rękach człowieka jest owocem religii, która w pełnym hipokryzji tonie mówi o miłości i obronie życia, w rzeczywistości krzewiąc niezrozumienie i cierpienie. Niezależnie od położenia geograficznego, każda religia niczym rak trawi kulturę. Bez wątpienia, jest także jej częścią, ale w tym miejscu muszę zgodzić się ze słowami Magdaleny Środy, która zwróciła uwagę na dynamiczną naturę kultury i potrzebę jej zmiany. W świecie nie ma rzeczy stałych. Świat się zmienia i bez naszej woli. Czemu więc świadomie nie zrezygnować z pewnych zasad, norm kulturowych w celu umniejszenia bezsensownego cierpienia? Wiele obrzędów odchodzi do lamusa. ''Francja walczy ze zwyczajem obrzezania kobiet wśród imigracji afrykańskiej, Niemcy zakazały właśnie obrzezania chłopców. W Indiach już dawno zniesiono zwyczaj sati (palenia żon wraz ze zmarłymi mężami)'' - mówi Magdalena Środa. Myślę, że w przyszłości wybrane społeczności odejdą także od zwyczaju uboju rytualnego czy równie kontrowersyjnej korridy. Jest to kwestia dojrzałości cywilizacyjnej, zmiany mentalności, zrównania zwierzęcia z człowiekiem, które objawi się na drodze akceptacji naszej zwierzęcej (czyt. cielesnej) natury.

Człowiek jest zdolny do wielkiej dobroci jak i wielkiego okrucieństwa. Czas najwyższy zdać sobie sprawę, że bestialstwem jest nie tylko dopuszczanie się szkodliwych praktyk, ale przede wszystkim odwracanie wzroku od tej niesprawiedliwości, ucieczka do konformistycznego stylu życia.

Dwóm impotentom decyzyjnym, a nawet trzem - wliczając Bronka Komorowskiego rekompensującego swoje braki w spodniach myśliwskimi wypadami na łono natury - gorąco polecam odwiedzić jedną z tych polskich, chlubiących się swoją specjalizacją ubojni i przy fleszu reporterskich aparatów dostąpić zaszczytu przeprowadzenia tego humanitarnego rytuału ''oczyszczenia'' i z dyplomatycznym uśmiechem na twarzy podjąć się próby przekonania społeczeństwa o małej szkodliwości tego religijnego obrządku.

25 listopada 2012

Maturalna indoktrynacja

Dyskusja na temat miejsca religii w szkole jest niewskazana, a jej inicjatorzy to zazwyczaj upadli moralnie heretycy, zaślepieni zapewne ateistyczną propagandą głupcy. Inna sprawa, jeśli kij w mrowisko, zwane niekiedy kompromisem, wtykają duchowni. Oni bardzo lubią wkładać. Wszystko. Wszędzie.

Zdaniem obrońców Kościoła katolicyzm w Polsce jest tłamszony, a jakikolwiek sprzeciw wobec finansowania zachcianek duchownych z publicznych pieniędzy to jawna dyskryminacja, wpisująca się w modny ostatnimi czasy termin ''cywilizacji śmierci''.

Całe szczęście, że cywilizacja śmierci nie położyła swoich świeckich łap na najbardziej rozpoznawalnym dziś apostole, Brunonie K. Romantyczne wizje katolickiego rycerzyka musiały porządnie zainspirować biskupów, których ostatni list traktuje o dołączeniu religii do listy maturalnych przedmiotów.

Na łamach Frondy bp Marek Mendyk stwierdził, że zajęcia religii ukazują młodemu człowiekowi integralną wizję świata. Pytam się, którą? Ksenofobiczną? Katolicką? Jedyną właściwą? Racja, nie każdy ma tyle szczęścia w formułowaniu spójnej wizji świata, co pan Brunon. Przewodniczący KEP-owskiej Komisji Wychowania Katolickiego uraczył Terlikowskiego innymi, równie mocnymi argumentami: ''A dlaczego np. egzamin maturalny z historii, WOS-u, polskiego, angielskiego czy innego przedmiotu jest potrzebny? Żyjemy w ustroju demokratycznym, każdy ma prawo dokonać wyboru.''. Zdaję sobie sprawę, że w interesie kościelnej śmietanki (bynajmniej nie bitej) nie leży realna edukacja obywateli - najlepiej manipuluje się ciemnotą. Samodzielne myślenie trzódce nie jest do niczego potrzebne.

Przyrównywanie zajęć religii do wiedzy o społeczeństwie lub każdego innego przedmiotu jest niepoważne, znamy rzeczywistość. W polskich szkołach religia sprowadza się do narzucania uczniom jedynej słusznej, katolickiej wizji świata, bez przedstawienia młodym alternatywy lub - co również gorszy - ukazania jej jako mniej wartościowej od nauk Kościoła. Religia w takiej postaci jest wypaczeniem demokracji, do której z taką łatwością odwołuje się bp Mendyk.

Zdrowszym pomysłem jest wprowadzenie do szkół lekcji etyki, religioznawstwa lub filozofii, o ile te niszowe w naszym kraju przedmioty byłyby prowadzone przez kompetentną kadrę - nie zaś mocno ograniczonych duchownych i katechetów.

Zastanawia mnie, czy bp Mendyk i podobne mu kołtuństwo w równie demokratycznym i euro-entuzjastycznym tonie wypowiadaliby się w sytuacji, w której obok wyznania rzymskokatolickiego polski uczeń poznawałby w równym stopniu buddyzm lub filozofię F. Nietzschego.