28 października 2012

Chrystus AA

Przed dniami, przy okazji wypłynięcia sprawy pijanych latarni atakujących kapłanów, Tomasz Terlikowski odkrył, że biskup jest człowiekiem, zwykłym śmiertelnikiem. Redaktor Frondy nabytej wiedzy z zakresu biologii zaciekle broni, jednocześnie zarzucając ateistom klerykalizm, polegający na wierze w nadludzką naturę ludzi Kościoła.

Ku mojemu zdziwieniu, od poświęconego redaktora dostało się także mediom. Nie mam pojęcia, w jakich stacjach lubuje się pan Terlikowski, ale wyciągnąłem zupełnie inne wnioski oglądając, jak kolejne serwisy informacyjne w pozytywnym tonie wypowiadały się o wyświęconym alkoholiku, a jego akt skruchy bliskie były okrzyknięcia heroizmem - zasługującym na najwyższe odznaczenia państwowe.

Ciężko uwierzyć słowom Terlikowskiego, gdy na jego wirtualnym podwórku bez skrępowania udzielają się wielcy obrońcy bp Jareckiego - bynajmniej nie ateiści czy niezależni dziennikarze. Jednym z takich wschodzących autorytetów jest ks. Skrzypczak, który w wywiadzie na Frondy powiedział, że posługa kapłańska jest zawodem narażonym na stres. Problemy psychiczne potęguje nienormowany czas pracy i ''służba'' w... niedziele i święta. O biedni! Toż to chińskie obozy pracy! Ponadto księża biorą na siebie ciężar spowiedzi, tajemnic życia, czymkolwiek ten mądrze brzmiący termin dla ks. Skrzypczaka jest. Katolicki pasterz w swoim rozumowaniu posuwa się dalej, porównując alkoholizm do cukrzycy. Nie obchodzi mnie pijany klecha, o ile przewraca się gdzieś na parafii lub w przydrożnym rowie. Problem pojawia się wtedy, kiedy nietrzeźwy kierowca stwarza zagrożenie dla innych osób. Dziś użytkownicy dróg mogą odetchnąć z ulgą - podopieczny św. Krzysztofa w karze za swoją niesforność dostał osobistego szofera, aby móc już bezstresowo uwalać się do nieprzytomności.

''W relacji Boga z człowiekiem jest tak, że im bardziej człowiek zostaje zaproszony do udziału w relacji z Bogiem, tym bardziej jest narażony na różne konsekwencje.'' - to kolejny wywód duchownego Skrzypczaka. Nietrudno dojść do wniosku, że Chrystus aka Bóg jest kumplem od kieliszka. Każdy z nas wie, że Panu z Niebios nie wypada odmówić jednego głębszego. To zapewne tłumaczy, z jaką niechęcią księża odprawiający niedzielną ceremonię spożywają mszalne wino, w miejscu pracy, wbrew obowiązującemu prawu - wszakże wolę bożą trzeba wypełniać (i obalać - do dna). Zapewne Tomasz Terlikowski zachodzi dziś w głowę, jak wytłumaczyć negatywny klerykalizm u wypowiadającego się na Frondzie duchownego, który zachowanie pijanego bp Jareckiego tłumaczy siłami wyższymi.

W swoich wnioskach daleko posunął się także ks. Henryk Korża: ''Gdyby każdy był taki jak biskup Piotr Jarecki, to Polska byłaby piękna, szczęśliwa i trzeźwa! Mielibyśmy tu raj!''. Wątpię, aby alkoholicy uczynili ten kraj lepszym, ale z całą pewnością przemysłowi samochodowemu taka teoria by się spodobała.

Jak napisał T. Terlikowski: ''I że on (biskup) także potrzebuje lekarza jakim jest Chrystus. A także, co najważniejsze, że właśnie na takich upadających grzesznikach (także alkoholikach, złodziejach, tchórzach) Chrystus buduje swój Kościół, którego moce piekielne nie przemogą.''. Poświęconemu redaktorowi trzeba przyznać - Chrystus ma niezłą paczkę. Na Ziemi takie środowisko nazywamy meliną.

Spirytus Santus. I do przodu! Chwalmy Pana.

20 października 2012

Kastraci o dzieciach i demografii

W Polsce dzieje się źle. Kraj ogarnia nie tylko kryzys gospodarczy, ale także kulturowy i ideowy. Do takich przełomowych wniosków doszli biskupi, których list był odczytywany w polskich kościołach. Sprawa nie była szerzej komentowana w mediach, a szkoda, gdyż porządna krytyka wydarzenia z 7 października mogłaby ostudzić zapał kościelnych hierarchów we wtrącaniu się w ustawę antyaborcyjną.

Młodym Polakom nie śpieszno zakładać rodzinę, wychowywać potomstwo. Księża w trosce o swoje emerytury biją na alarm - to nie jest przejaw przemian obyczajowych, a zamach na chrześcijańskie wartości! Dewoci w sukienkach nie są świadomi tego, że zlizywanie bitej śmietany z kolan problemów demograficznych w żaden sposób nie rozwiąże, a utrzymywanie bezpłodnych darmozjadów - więźniów własnej woli - jest dla państwa niepotrzebnym wydatkiem.

Hierarchowie przekonują, że tylko tradycyjna (czyt. katolicka) rodzina może społeczeństwo uleczyć. Związki partnerskie są nie tylko bezowocne, ale także szkodliwe dla protegowanego konserwatywnego modelu. Skąd te zgorszenie wśród ludzi Kościoła? Wszakże polskiego księdza i geja wiele dziś łączy - zwłaszcza ich wkład w przyrost naturalny. Granicę między czarnymi, a tęczowymi nakreśli w przyszłości nauka. Nauka poradzi sobie z biologicznymi ograniczeniami rozrodczymi człowieka. Nauka jednak nigdy nie wyleczy człowieka z chorej i szkodliwej dla otoczenia ideologii. Wierzę, że dożyję czasów, kiedy homoseksualista będzie wyżej w społecznej hierarchii od starego kawalera w sutannie.

Duszpasterze kochają nas pouczać, zwłaszcza w mało cnotliwych kwestiach jak seks czy macierzyństwo. Zapomnieli o jednym - od gadania dzieci nie przybywa. Nie potrafią zrozumieć, że Polka to nie wiatropylna Maria z Nazaretu. Jak zachęcać do rodzenia degradując znaczenie seksu? Jak wartościować związek dwóch osób opierając się wyłącznie na kryterium orientacji seksualnej? Skąd ta niekonsekwencja? Nie odróżniają oni rzeczywistości od fikcji. W Polsce niewielka to przeszkoda na drodze ku nauczaniu edukacji seksualnej.

Projekt ustawy antyaborcyjnej autorstwa Solidarnej Polski to temat stygnący. Biologiczną zupę wypiera ta druga - zupa na Stadionie Narodowym. Na nieszczęście, Polak zje wszystko. Media dobrze znają gusta smakowe Polaków, dlatego warszawski kebab gości dziś na stole. Nie śpieszy mi się wykreślać wczorajszej potrawy z menu - nawet jeśli była zakrapiana mszalnym winem.

Skąd medialne potępienie dyskusji o aborcji w Polsce? Dlatego dziennikarze i politycy obchodzą się z przedawnionym kompromisem jak z największą świętością? Parlament nie jest muzeum dla archaicznej myśli - jest pełną dynamiki areną modernizującą ten kraj. Milczenie to przywilej, na który polityk nie może sobie pozwolić. Niestety istnieją grupy, które z prawa do milczenia skorzystać powinny, powstrzymując się tym samym od niewartych złamanego grosza opinii na temat praw kobiet.

Nie jestem zadowolony z małego zwycięstwa ustawy antyaborcyjnej - manifestacji tęsknoty za świecą i jaskiniową grotą. Przeraża mnie myśl, że na tak wysokim szczeblu państwowym znajdują się osoby, których rozwój zatrzymał się na etapie zbierania jesiennych liści z przedszkolanką. Panie premierze - może to konsekwencja zasiadania w Sejmie spawaczy, zamiast absolwentów politologii? Słuchając wypowiadającego się posła Godsona, jego wiedzy i argumentacji, których powstydziłby się uczeń szkoły podstawowej, odnoszę wrażenie, że Sejm rządzi się prawami rodem z reality show. Śmiem wątpić, aby w wyborach parlamentarnych wyłoniono posła na Sejm Johna Godsona. Wyłoniono sympatycznego czarnego ludzia, który z przyzwyczajenia do rodzinnych stron pomylił kobietę z tapirem. Niesforność kolegów śpieszy wyjaśnić Grzegorz Schetyna: ''Nie wszyscy posłowie zdawali sobie sprawę, jakie będą konsekwencje ich głosowania ws. ustawy antyaborcyjnej''. Posłowie Platformy nie potrafią czytać ani odróżnić kobiety od inkubatora. Potrafią za to zlepek komórek nazwać człowiekiem.

Zwolennicy uszkodzonych płodów (w tym nasz zaprzyjaźniony spawacz z Nigerii) widzą zalety powołania do życia dzieci (nie)bożych. Usłyszałem gdzieś w mediach romantyczną wizję, coś o silnej paraolimpijskiej kadrze. Ku mojemu zdziwieniu nie był to głos Joanny Muchy. Kapitalny pomysł, ale czy nie prościej byłoby skorzystać z rezerw pełnosprawnych bezrobotnych obywateli i kilkorgu z nich ująć co nieco? Argument nietrafiony, jak sama katolicka definicja człowieka. Wśród przeciwników aborcji znalazły się także bardziej utylitarne przesłanki. Nie wiem jednak, jak mam je interpretować. Czy zdaniem niektórych osoba z Zespołem Downa jest w stanie pracować o własnych siłach, założyć rodzinę, utrzymać ją i płacić podatki? Rozmowa zeszła za niebezpieczny tor. Największy szok powinien wywołać fakt, że to nie zwolennicy liberalizacji prawa do aborcji przeliczają człowieka na pieniądze, a środowiska prawicowe, które o szacunku do życia nie mają zielonego pojęcia.

Kończąc, kompromis w sprawie aborcji uważam za zgniły. Nie sądzę, aby znalazł się kontrrozmówca mogący udowodnić słuszność ograniczenia praw kobiety z tytułu praw płodu. W tym miejscu mam ciekawą propozycję dla obrońców życia od chwili poczęcia. Poniżej zamieściłem dwa zdjęcia - zarodek ludzki w czwartym tygodniu ciąży oraz psi płód, mający w przybliżeniu także miesiąc. Czy osoby przekonane o wyjątkowości życia ludzkiego są w stanie odróżnić ludzia od zwierza? Zapraszam do dyskusji.

Ustawa antyaborcyjna podzieliła sejm. Solidarna Polska: Ochrona życia od chwili poczęcia jest wartością.