5 września 2012

Paraolimpijskie kłody

Zdaje się, że nasi paraolimpijczycy mają w sobie więcej ikry niż ich pełnosprawni koledzy. Walczą nie tylko z własnymi słabościami, ale także z lekceważącą polityką państwa polskiego. Tym większą radość sprawia fakt, że w klasyfikacji medalowej zajmujemy fantastyczne dziesiąte miejsce.

Natalia Partyka jest tenisistką stołową, biorącą udział w Olimpiadzie w Londynie.
Być może na wielu rodakach ten wynik nie robi większego wrażenia. Według mnie powinien, ponieważ obecność Polski na tle ucywilizowanych krajów wygląda naprawdę egzotycznie. Zawodzę się na podejściu państwa do zawodowego sportu, chronicznym niewykorzystywaniu potencjału dyscyplin, w których odnosimy pewne sukcesy. Dzieje się to przy jednoczesnym dotowaniu darmozjadów - zarówno sportowców, jak i związkowców, którzy nie czują powołania do godnego reprezentowania kraju za granicą.

Olimpijski duch wydaje się być żywą wartością już jedynie na aktualnie odbywających się Igrzyskach. Przyglądając się londyńskim zmaganiom odniosłem wrażenie, że wśród polskiej kadry to niepełnosprawni zawodnicy wykazują się większą ambicją. Codzienne życie determinuje ich do stawiania sobie nowych celów, przekraczania barier, które wielu by zniewoliły. Porażka jest czynnikiem motywującym ich do cięższej pracy, nie zaś okazją do wymówek i okłamywania siebie. Ludziom brakuje tego autokrytycyzmu i odpowiedzialności. Do grona takich osób z pewnością możemy zaliczyć naszego pływaka, Pawła Korzeniowskiego, którego wypowiedź na łamach Faktów po Faktach mogła wprawić w osłupienie niejednego: ''Niedosyt mam bardzo duży, bo po półfinale czułem się bardzo dobrze. Wiedziałem, że następnego dnia będzie jeszcze lepiej, bo czułem, że mam jeszcze rezerwę. Niestety, finał wzbudza przede wszystkim emocje i może one wzięły górę. Też pierwszy raz w życiu ogoliłem plecy i może to spowodowało, że miałem troszeczkę inne czucie wody. Było inne ułożenie ciała, co spowodowało, że popłynąłem tak jak w półfinale''.

Zapewne pan Korzeniowski brak owłosienia na plecach uważa za kalectwo. Trzeba przyznać, że na pewno jest to oryginalniejsza wymówka od zwyczajnego: ''Nie wiem, co się stało, brak szczęścia, coś poszło nie tak''. Trzymam się powiedzenia, że niepełnosprawność jest stanem umysłu. Tę zasadę zdaje się wyznawać Natalia Partyka, która podobnie jak Oscar Pistorius, próbuje swoich sił w konfrontacji z pełnosprawnymi przeciwnikami. Oni wiedzą, po co przyjechali. Są prawdziwymi zwycięzcami tych Igrzysk.

Na straty spisało ich poniekąd także państwo. Telewizja Polska nie zdecydowała się na emisję Igrzysk Paraolimpijskich, części największego święta sportu na świecie. Zapewne wesoła ekipa z Woronicza uważa, że sensowniej jest przeznaczyć środki z tytułu abonamentu radiowo-telewizyjnego na transmisje z Watykanu oraz produkcję ckliwych seriali. O ironio, odbiorcy tego chłamu - emeryci i renciści - są zwolnieni z obowiązku opłaty abonamentu od 2008 roku. Za ustawę podziękujmy posłom Platformy Obywatelskiej. Innym incydentem, który okazał się bardziej dotkliwy dla paraolimpijczyków, był ten z PLL LOT. Państwowy przewoźnik odmówił transportu sprzętu niepełnosprawnych sportowców, uznając go za nadbagaż.

Można powiedzieć, że brak wyobraźni i wszechobecna głupota mieszczą się w krajowych normach. Wielka szkoda, że dzieje się to kosztem paraolimpijczyków, o których istnieniu wszyscy sobie przypomną po ich powrocie.