1 września 2012

Watażka ''Solidarności''

Z dawnej ''Solidarności'' zostało niewiele. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj bardziej ona szkodzi demokracji niż współtworzy jej struktury. O ironio, to NSZZ ''Solidarność'' w dużej mierze wywalczyła Polakom wolność. Czemu dziś ją odbiera ideologicznym językiem i bezprawnymi działaniami, niczym nie różniącymi się od komunistycznych metod?

Stocznia Gdańska im. Lenina.
Za ostatni, niemający nic wspólnego z demokratycznymi praktykami czyn, uważam usunięcie przez dwóch działaczy związku napisu ''im. Lenina'' z bramy Stoczni Gdańskiej. Ciężko nazwać ten akt wandalizmem, ponieważ temu wykroczeniu przyświecają niskie pobudki. W tym przypadku mamy do czynienia jednak z toksycznymi oparami prawicowego bełkotu, motywowanego tęsknotą za bezprawiem i przeświadczeniem, że z tytułu zasług dla Polski ze zdaniem ''Solidarności'' należy się liczyć. 

Nic dziwnego, że w happeningu pod stocznią zjawili się posłowie PiS, Andrzej Jaworski i Janusz Śniadek - poprzedni przewodniczący związku. Ten pierwszy nazwał wydarzenie czyszczeniem miasta z fantazji komunistycznych Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. Podobnego zdania jest naczelny watażka ''Solidarności'', Piotr Duda, który usilnie stara się prześcignąć autorytet Lecha Wałęsy, w rzeczywistości nie dorastając mu do pięt. Wracając do sprawy, w mniej lub bardziej uzasadnionych powodach zdjęcia napisu ''im. Lenina'' pojawia się argument Konstytucji RP. Przyjrzyjmy się jej zatem dokładniej:

Art. 13. Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Ilekroć czytam powyższy artykuł, nie mogę doszukać się znamion przestępstwa, do którego przekonują nas intelektualne karły z ''Solidarności'' i PiS. Odpowiednie przepisy traktujące o komunizmie wyrażone są również w Kodeksie karnym:

Art. 256. § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Art. 256. § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1.

O złamaniu któregoś z przepisów moglibyśmy dyskutować, gdybyśmy przywrócenie napisu im. Lenina traktowali w kategoriach promowania ideologii komunistycznej. Tak nie jest, przynajmniej ja się z tym nie zgodzę. Historia, jakakolwiek by była, nie jest powodem do wstydu, a szacunek do niej nie jest oznaką aprobaty dla pewnych zjawisk - w tym przypadku systemu komunistycznego. Za analogiczny przykład może posłużyć II Wojna Światowa i nasz zachodni agresor. Czy zawarte w podręcznikach szkolnych informacje o III Rzeszy są wyrazem uznania dla ideologii nazistowskiej? Mój zdrowy rozsądek podpowiada, że nie. Odrestaurowanie bramy Stoczni Gdańskiej do stanu z sierpnia 1980 roku traktuję jako wyraz pamięci o historii, którą awanturnicy z ''Solidarności'' najzwyczajniej chcą wymazać. Odbiegając trochę od aktualnego tematu, spójrzmy jeszcze raz na paragraf pierwszy 256 art. k.k. Czy abp Józef Michalik podpisując się pod apelem o pojednanie, nawołującym do walki z ateizmem, nie złamał obowiązującego w Polsce prawa? Według posłów Jaworskiego i Śniadka zapewne nie. Krótkowzroczność religijnej prawicy jest godna podziwu.

NSZZ ''Solidarność'' dawno zatracił swoje wartości, nie potrafi artykułować argumentów słownych, zastępując je argumentem siły. Świadkiem metod rodem z plemienia Hutu byliśmy w czasie głosowania nad podniesieniem wieku emerytalnego. Nic nie tłumaczy zachowań protestujących związkowców, którzy najwidoczniej zatrzymali się ewolucyjnie na etapie strajkowania i nieposzanowania organów państwowych.

Oba wydarzenia łączy jeszcze jedna wspólna cecha - wprawiająca w zdumienie bierność służb porządkowych (podczas akcji pod bramą stoczni była obecna policja). Skąd ten brak reakcji, stanowczości w obliczu opluwania polskiego prawa? Nie jestem wielkim miłośnikiem Lecha Wałęsy, ale zapadła mi w pamięć wypowiedź ikony ''Solidarności'' po wydarzeniach na Wiejskiej: ''Władza jest władzą. Gdybym był na miejscu Tuska, wydałbym polecenie - spałować. Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze.''. W pełni zgadzam się z tym twierdzeniem. W przypadku łamania prawa służby porządkowe winny być bezkompromisowe, wzbudzać respekt wśród obywateli, wykazywać się mądrością, także silną ręką, kiedy jest to wymagane. Oczywiście to nie w kompetencjach premiera leży decyzja o interwencji - myślę, że również Lech Wałęsa nie miał do końca na myśli policji kontrolowanej przez aparat rządowy. Pomijając kontrowersyjny język elektryka, to ciekawe, jak ten prosty człowiek bez wykształcenia potrafi wykazać się życiową mądrością w swoich niektórych wypowiedziach. Działacze ''Solidarności'' mogą nauczyć się od byłego kolegi ważniej umiejętności - życia w demokratycznym państwie.