13 września 2012

Zmysł estetyczny Korwina Mikke

Polityczny plankton ma w zwyczaju wygłaszać treści na tyle wyraziste, aby zapadły w pamięci przeciętnego zjadacza chleba. W podobnym stylu realizuje się Janusz Korwin Mikke, który zabłysnął w ostatnim czasie wypowiedziami o osobach niepełnosprawnych.

Temat nie należy do aktualnych, nawet poruszałem go częściowo w poprzednim wpisie. Mimo to warto wrócić do problemu, ponieważ na feralnym tekście konserwatysty się nie skończyło.

Nie mogę pojąć, skąd wzięło się upodobanie pana Korwina Mikke do segregacji społeczeństwa, dzielenia go na elementy zdrowe i te skażone defektami – które trzeba izolować od reszty. Historia zna ideologicznych przywódców, którzy nie rozumiejąc lub celowo zniekształcając dorobek filozoficzny F. Nietzschego, głosili podobne poglądy. Trzeba być debilem (określenie ponoć fachowe, kulturalne), aby sądzić, że poczucie estetyczne jest wystarczającym argumentem do zamknięcia niepełnosprawnych w czterech ścianach.

Janusz Korwin Mikke wierzy, że ich obecność w sferze publicznej demoralizuje, prowadzi do degradacji cywilizacji. Przed laty stwierdził nawet, że dzieci niepełnosprawne powinny uczyć się osobno, ponieważ kalectwo jest zaraźliwe. Wierność poglądom wzbudza pewien szacunek, jednak w tym przypadku przypomina mi ona fanatyzm. Najwięcej o moralności mają do powiedzenia ci najbardziej zepsuci.

Myślę, że osoby niepełnosprawne nie potrzebują takiej troski. Mądrze w tej kwestii wypowiedział się w programie Tomasz Lis na żywo Jan Mela. Każdy posiada w sobie pierwiastek utylitaryzmu, potrzebę bycia pełnoprawnym członkiem społeczeństwa. Zaskakuje fakt, że w cywilizowanym świecie znajdują się osoby chcące odebrać innym to prawo.

Przewodniczący Kongresu Nowej Prawicy na dzieleniu się ze światem swoimi radykalnymi poglądami nie kończy. Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. Według p. Korwina Mikke porównywanie niepełnosprawności do pryszcza na twarzy lub chorego psa nie jest niczym gorszącym. Niestety nie działa to w drugą stronę. Przekonał się o tym bloger Tomasz Jakub Sysło, któremu złotousty polityk zapowiedział proces za satyryczny rysunek. Hipokryzją jest szczekanie każdego dnia na cenzurę, jednocześnie kneblując innym usta.

Janusz Korwin Mikke o niepełnosprawnych.
Inwalidzi i zboczeńcy do gazu (rys. Tomasz Jakub Sysło).

5 września 2012

Paraolimpijskie kłody

Zdaje się, że nasi paraolimpijczycy mają w sobie więcej ikry niż ich pełnosprawni koledzy. Walczą nie tylko z własnymi słabościami, ale także z lekceważącą polityką państwa polskiego. Tym większą radość sprawia fakt, że w klasyfikacji medalowej zajmujemy fantastyczne dziesiąte miejsce.

Natalia Partyka jest tenisistką stołową, biorącą udział w Olimpiadzie w Londynie.
Być może na wielu rodakach ten wynik nie robi większego wrażenia. Według mnie powinien, ponieważ obecność Polski na tle ucywilizowanych krajów wygląda naprawdę egzotycznie. Zawodzę się na podejściu państwa do zawodowego sportu, chronicznym niewykorzystywaniu potencjału dyscyplin, w których odnosimy pewne sukcesy. Dzieje się to przy jednoczesnym dotowaniu darmozjadów - zarówno sportowców, jak i związkowców, którzy nie czują powołania do godnego reprezentowania kraju za granicą.

Olimpijski duch wydaje się być żywą wartością już jedynie na aktualnie odbywających się Igrzyskach. Przyglądając się londyńskim zmaganiom odniosłem wrażenie, że wśród polskiej kadry to niepełnosprawni zawodnicy wykazują się większą ambicją. Codzienne życie determinuje ich do stawiania sobie nowych celów, przekraczania barier, które wielu by zniewoliły. Porażka jest czynnikiem motywującym ich do cięższej pracy, nie zaś okazją do wymówek i okłamywania siebie. Ludziom brakuje tego autokrytycyzmu i odpowiedzialności. Do grona takich osób z pewnością możemy zaliczyć naszego pływaka, Pawła Korzeniowskiego, którego wypowiedź na łamach Faktów po Faktach mogła wprawić w osłupienie niejednego: ''Niedosyt mam bardzo duży, bo po półfinale czułem się bardzo dobrze. Wiedziałem, że następnego dnia będzie jeszcze lepiej, bo czułem, że mam jeszcze rezerwę. Niestety, finał wzbudza przede wszystkim emocje i może one wzięły górę. Też pierwszy raz w życiu ogoliłem plecy i może to spowodowało, że miałem troszeczkę inne czucie wody. Było inne ułożenie ciała, co spowodowało, że popłynąłem tak jak w półfinale''.

Zapewne pan Korzeniowski brak owłosienia na plecach uważa za kalectwo. Trzeba przyznać, że na pewno jest to oryginalniejsza wymówka od zwyczajnego: ''Nie wiem, co się stało, brak szczęścia, coś poszło nie tak''. Trzymam się powiedzenia, że niepełnosprawność jest stanem umysłu. Tę zasadę zdaje się wyznawać Natalia Partyka, która podobnie jak Oscar Pistorius, próbuje swoich sił w konfrontacji z pełnosprawnymi przeciwnikami. Oni wiedzą, po co przyjechali. Są prawdziwymi zwycięzcami tych Igrzysk.

Na straty spisało ich poniekąd także państwo. Telewizja Polska nie zdecydowała się na emisję Igrzysk Paraolimpijskich, części największego święta sportu na świecie. Zapewne wesoła ekipa z Woronicza uważa, że sensowniej jest przeznaczyć środki z tytułu abonamentu radiowo-telewizyjnego na transmisje z Watykanu oraz produkcję ckliwych seriali. O ironio, odbiorcy tego chłamu - emeryci i renciści - są zwolnieni z obowiązku opłaty abonamentu od 2008 roku. Za ustawę podziękujmy posłom Platformy Obywatelskiej. Innym incydentem, który okazał się bardziej dotkliwy dla paraolimpijczyków, był ten z PLL LOT. Państwowy przewoźnik odmówił transportu sprzętu niepełnosprawnych sportowców, uznając go za nadbagaż.

Można powiedzieć, że brak wyobraźni i wszechobecna głupota mieszczą się w krajowych normach. Wielka szkoda, że dzieje się to kosztem paraolimpijczyków, o których istnieniu wszyscy sobie przypomną po ich powrocie.



1 września 2012

Watażka ''Solidarności''

Z dawnej ''Solidarności'' zostało niewiele. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj bardziej ona szkodzi demokracji niż współtworzy jej struktury. O ironio, to NSZZ ''Solidarność'' w dużej mierze wywalczyła Polakom wolność. Czemu dziś ją odbiera ideologicznym językiem i bezprawnymi działaniami, niczym nie różniącymi się od komunistycznych metod?

Stocznia Gdańska im. Lenina.
Za ostatni, niemający nic wspólnego z demokratycznymi praktykami czyn, uważam usunięcie przez dwóch działaczy związku napisu ''im. Lenina'' z bramy Stoczni Gdańskiej. Ciężko nazwać ten akt wandalizmem, ponieważ temu wykroczeniu przyświecają niskie pobudki. W tym przypadku mamy do czynienia jednak z toksycznymi oparami prawicowego bełkotu, motywowanego tęsknotą za bezprawiem i przeświadczeniem, że z tytułu zasług dla Polski ze zdaniem ''Solidarności'' należy się liczyć. 

Nic dziwnego, że w happeningu pod stocznią zjawili się posłowie PiS, Andrzej Jaworski i Janusz Śniadek - poprzedni przewodniczący związku. Ten pierwszy nazwał wydarzenie czyszczeniem miasta z fantazji komunistycznych Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. Podobnego zdania jest naczelny watażka ''Solidarności'', Piotr Duda, który usilnie stara się prześcignąć autorytet Lecha Wałęsy, w rzeczywistości nie dorastając mu do pięt. Wracając do sprawy, w mniej lub bardziej uzasadnionych powodach zdjęcia napisu ''im. Lenina'' pojawia się argument Konstytucji RP. Przyjrzyjmy się jej zatem dokładniej:

Art. 13. Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Ilekroć czytam powyższy artykuł, nie mogę doszukać się znamion przestępstwa, do którego przekonują nas intelektualne karły z ''Solidarności'' i PiS. Odpowiednie przepisy traktujące o komunizmie wyrażone są również w Kodeksie karnym:

Art. 256. § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Art. 256. § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1.

O złamaniu któregoś z przepisów moglibyśmy dyskutować, gdybyśmy przywrócenie napisu im. Lenina traktowali w kategoriach promowania ideologii komunistycznej. Tak nie jest, przynajmniej ja się z tym nie zgodzę. Historia, jakakolwiek by była, nie jest powodem do wstydu, a szacunek do niej nie jest oznaką aprobaty dla pewnych zjawisk - w tym przypadku systemu komunistycznego. Za analogiczny przykład może posłużyć II Wojna Światowa i nasz zachodni agresor. Czy zawarte w podręcznikach szkolnych informacje o III Rzeszy są wyrazem uznania dla ideologii nazistowskiej? Mój zdrowy rozsądek podpowiada, że nie. Odrestaurowanie bramy Stoczni Gdańskiej do stanu z sierpnia 1980 roku traktuję jako wyraz pamięci o historii, którą awanturnicy z ''Solidarności'' najzwyczajniej chcą wymazać. Odbiegając trochę od aktualnego tematu, spójrzmy jeszcze raz na paragraf pierwszy 256 art. k.k. Czy abp Józef Michalik podpisując się pod apelem o pojednanie, nawołującym do walki z ateizmem, nie złamał obowiązującego w Polsce prawa? Według posłów Jaworskiego i Śniadka zapewne nie. Krótkowzroczność religijnej prawicy jest godna podziwu.

NSZZ ''Solidarność'' dawno zatracił swoje wartości, nie potrafi artykułować argumentów słownych, zastępując je argumentem siły. Świadkiem metod rodem z plemienia Hutu byliśmy w czasie głosowania nad podniesieniem wieku emerytalnego. Nic nie tłumaczy zachowań protestujących związkowców, którzy najwidoczniej zatrzymali się ewolucyjnie na etapie strajkowania i nieposzanowania organów państwowych.

Oba wydarzenia łączy jeszcze jedna wspólna cecha - wprawiająca w zdumienie bierność służb porządkowych (podczas akcji pod bramą stoczni była obecna policja). Skąd ten brak reakcji, stanowczości w obliczu opluwania polskiego prawa? Nie jestem wielkim miłośnikiem Lecha Wałęsy, ale zapadła mi w pamięć wypowiedź ikony ''Solidarności'' po wydarzeniach na Wiejskiej: ''Władza jest władzą. Gdybym był na miejscu Tuska, wydałbym polecenie - spałować. Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze.''. W pełni zgadzam się z tym twierdzeniem. W przypadku łamania prawa służby porządkowe winny być bezkompromisowe, wzbudzać respekt wśród obywateli, wykazywać się mądrością, także silną ręką, kiedy jest to wymagane. Oczywiście to nie w kompetencjach premiera leży decyzja o interwencji - myślę, że również Lech Wałęsa nie miał do końca na myśli policji kontrolowanej przez aparat rządowy. Pomijając kontrowersyjny język elektryka, to ciekawe, jak ten prosty człowiek bez wykształcenia potrafi wykazać się życiową mądrością w swoich niektórych wypowiedziach. Działacze ''Solidarności'' mogą nauczyć się od byłego kolegi ważniej umiejętności - życia w demokratycznym państwie.