13 sierpnia 2012

Lisy Terlikowskiego

Wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego na łamach portalu Fronda.pl od dłuższego czasu znajdują się na mojej liście lektur, obok których nie sposób przejść obojętnie. Prawicowy redaktor uczy i bawi, przy okazji plując jadem w konkurentów, którym nie po drodze z treściami publikowanymi na portalu.

Ostatnio oberwało się Tomaszowi Lisowi, a dokładniej mówiąc Newsweekowi za teksty: o sporze ks. Wojciecha Lemańskiego z Szymonem Hołownią oraz zjawisku, jakim jest dogging. Chociaż prasę drukowaną czytam okazjonalnie, numer ten kupiłem w ucieczce przed nudą. Treści zawarte w ostatnim wydaniu Newsweeka są czymś zgoła odmiennym, niż stara się to przedstawić redaktor Frondy. Z tego też powodu postanowiłem ustosunkować się do wypowiedzi, która poniekąd jest adresowana także do mnie.



Czym jest okładkowy slogan ''ksiądz kontra katolik''? Tekst autorstwa Violetty Ozminkowski opisuje internetową wymianę zdań między ks. Wojciechem Lemańskim, a byłym już dziennikarzem Newsweeka, Szymonem Hołownią. Przedmiotem sporu jest tekst z poprzedniego numeru, traktujący o rozwiązłości seksualnej polskich księży i kompromitującym ich potomstwie. Zdaniem Szymona Hołowni ukazywanie takich faktów z życia Kościoła po prostu nie przystoi. Jego oponent zdaje się mieć w tej kwestii bardziej liberalne podejście.


Reakcja Tomasza Terlikowskiego wzbudza we mnie politowanie. Rozumiem, że według nieomylnego katolickiego mentora krytycyzm jest wadą, a otwarta rozmowa nad problemem, od którego de facto nie da się uciec, zagrożeniem, inspirowanym zapewne przez lewicowe lobby. Czy bycie gołodupcem obnoszącym się swoją chrześcijańską dumą musi być domeną prawicowego publicysty? Takie odnoszę wrażenie po wypowiedziach T. Terlikowskiego i S. Hołowni. Obaj panowie nie zdają sobie sprawy z jeszcze jednej rzeczy. Każdy tytuł prasowy ma prawo do obrania dowolnej linii programowej (oczywiście w ramach obowiązującego prawa). Mamy tytuły liberalne, mamy też te konserwatywne pokroju Frondy. Jeśli pluralizm przyprawia kogoś o mdłości, powinien dla własnego dobra wyjechać z kraju. Polecam Egipt, w którym za przyznanie się do ateizmu ląduje się w więzieniu.

Domorosły redaktor nie ma odwagi skontrować argumentów przedstawionych przez ks. Lemańskiego, odradza wchodzenie w dalszą polemikę, nawołuje do modlitwy, w innym przypadku ''zaślepiony miłością do Lisa'' ksiądz zrzuci swój habit - przyłączam się do tych życzeń.

Drugi temat jest nieco bardziej interesujący. W skrócie, doggingiem określa się seks w miejscach publicznych. W tekście, Marcin Majczak oraz Maja Kaim naświetlają zjawisko, które nabiera na intensywności w Polsce.

O ile wcześniejsze oburzenie Terlikowskiego mogło być ugruntowane jego zaściankowymi poglądami, o tyle w tym przypadku świadomie dopuszcza się kłamstw. Czytając artykuł ani przez moment nie odniosłem wrażenia, że para dziennikarzy w jakiś sposób pochwala tego typu zachowania. Szkoda, że dla showmana Frondy opisywanie danego fragmentu rzeczywistości jest równoznaczne z jego promocją. Idąc tym tropem dojdziemy do wniosku, że Wikipedia propaguje satanizm - wszakże posiada takie hasło w swojej bazie.

Na tym zakończę moją krótką refleksję. Ludzie pokroju Tomasza Terlikowskiego chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Jeśli ktoś poczuł się urażony moim tekstem, zawsze może zajrzeć na Frondę i złożyć modlitwę on-line w mojej intencji. Amen.