31 sierpnia 2012

Światowy dzień bloga

Światowy Dzień Bloga obchodzimy 31 sierpnia.
Blog Day 2012. Przyłącz się do akcji.
Dzisiaj obchodzimy ciche święto blogerów, Dzień Bloga. Przeprowadzając drobne rachunki wyszło mi, że to już siódma edycja akcji Blogspotu, polegającej na podzieleniu się z czytelnikami cenionymi przez nas blogami.

Powiedziałbym, że tradycji musi stać się zadość, ale prawdę mówiąc nie mam głowy do dat - w kwietniu przespałem piątą rocznicę mojego bloga, a obchodzone dzisiaj święto zawitało na łamach Quasi 9.999 jedynie trzy lata temu (całe szczęście, że pamiętałem dziś o urodzinach mojej dziewczyny).

Nie przywiązuję większej wagi do tego typu wydarzeń, ale z szacunku do polskiej blogosfery (której de facto jestem częścią) z chęcią poświęcę chwilę czasu na gest, dzięki któremu jeden z poleconych dzisiaj blogerów być może zyska wiernego czytelnika.

Goście odwiedzający nasze blogi i - co lepsze - systematycznie udzielający się na nich uważam za wyraz uznania dla naszej pracy w sporządzaniu kolejnych tekstów. Blog to taka e-pociecha, która przysparza nam tyle samo nieprzespanych nocy co chwil radości z owoców naszej pracy.

Niezależnie od regionu blogosferze towarzyszy czarny pijar, za który możemy być wdzięczni domorosłym blogerom traktującym swoją działalność jako przejaw aktualnej mody oraz - co gorsze - karierowiczom mających za cel łatwy zarobek. Ten wirtualny świat jest niemniej fałszywy od codziennej rzeczywistości.

Mimo wszystko warto ten jeden dzień w roku zarezerwować blogerom z powołania, którzy nie tylko świetnie spełniają się w swojej roli, ale także niespecjalnie przystępują do wyścigu szczurów. Najpierw jednak krótko o zasadach akcji, do której wszystkich zapraszam:
  1. Znajdź 5 blogów, które Tobie wydają się interesujące.
  2. Powiadom 5 innych blogerów, że zapraszasz ich do zabawy w BlogDay 2012. 
  3. Napisz krótki opis polecanych blogów i zamieść link do nich.
Pozwoliłem sobie wykreślić dwie ostatnie zasady, które są według mnie archaiczne. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej o akcji (którą Blogspot najwidoczniej zaniedbał), zapraszam do zapoznania się z informacjami na oficjalnej stronie wydarzenia.

W ostatnim roku moja czytelnicza lista blogów uległa diametralnym zmianom. Z pełną satysfakcją polecam poniższe strony: 

Literufka - W przystępny sposób o polszczyźnie w mediach społecznościowych pisze Aleksandra Pałka, studentka socjologii i dziennikarstwa. Wiele blogów językowych jest pisanych sformalizowanym językiem, a ich autorzy naiwnie wierzą, że są autorytetami w dziedzinie. Literufka nie ma w swej treści krzty moralizatorskiego tonu, ponadto poruszane przez Aleksandrę tematy są oryginalne i ciekawe. Nowoczesne i nienużące podejście do języka polskiego to atrakcyjna pozycja dla każdego blogera dbającego o jakość swoich wpisów. Przyznam, że blog ten czytam z większą przyjemnością niż chociażby ten cenionego przeze mnie prof. J. Bralczyka.

Dama Kier - Blog polityczny, swoją ''wiarą'' bliski mojemu sercu. Autorka opisuje polską rzeczywistość społeczno-polityczną w sposób przystępny, cięty i trafny. Jest to blog lewicowy, sól w oku zaściankowych katolików, nastoletnich miłośników J. Korwina-Mikke i utopijnego liberalizmu, którym onanizują się egoistyczne dzieci nie znające prawdziwego życia. Polska to barwny kraj i niewyczerpalne źródło blogowej działalności. Dama Kier chętnie tę cechę wykorzystuje, trafiając w gusta wielu odbiorców - wszakże każdy z nas ma serce po lewej stronie.

Kontra z lewej - Lewica ma również męskie spojrzenie na politykę. W przeciwieństwie do sierpem malowanej Damy, w blogu p. Pawła Krysińskiego nad ideologią dominuje rzeczowa dyskusja o bieżących wydarzeniach z kraju. Bojowa nazwa bloga nie przeszkadza autorowi pisać w sposób opanowany, warty uwagi wymagającego czytelnika. Nie zabraknie treści antyklerykalnych - szkoda, że jest ich tak mało w polskim parlamencie.

Blog Mirasa - Blog najdłużej śledzony na mojej dzisiejszej liście. Jego główną tematyką jest japońska popkultura (głównie anime i manga), nie brakuje również tekstów o książkach, filmach, grach, naszej dzisiejszej kulturze. Anime jest niszowym tematem, często nietraktowanym poważnie. Jako miłośnik tej formy sztuki (może to brzmieć abstrakcyjne dla osób nieznających tej formy) z chęcią odwiedzam podwórko Mirasa. Czasem warto się odchamić, spróbować czegoś innego niż seriale z TVP. Bloger ma pojęcie o dziedzinie, w której się wypowiada - może kogoś uchroni od szarej rzeczywistości.

InterJAK - Chociaż blogerem jestem pięć lat (myślę, że to całkiem imponujący staż), dopiero za sprawą bloga p. Marka Trenklera zacząłem doceniać uroki marketingu internetowego. Teksty blogera są tylko na pozór ciężkie, w przystępny sposób wyjaśniają mechanizmy promocji w internecie, które nie zawsze wiążą się z nakładami pieniężnymi. Myślę, że to dobra skarbnica wskazówek dla blogerów nawet, jeśli nie są skłonni oglądać internetu od kuchni. Chociaż dla niektórych gorzkie, InterJAK to skuteczne lekarstwo na blogowe pustki.

Osoby zainteresowane moimi wcześniejszymi typowaniami zapraszam do starszego wpisu z Quasi 9.999. Lista ciekawa, ponieważ ukazująca ulotność blogów - nawet tych, które na wygaśnięcie nie zasłużyły.

20 sierpnia 2012

Rzucam ateizm

Żartowałem, ale przyznacie - chwytliwy tytuł, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń. Starałem się zostawić w spokoju temat wizyty Cyryla I w Polsce. Najzwyczajniej w życiu nie obchodzi mnie przedstawienie, krzyk rozpaczy dwóch wyznań, które w ten sposób chcą nam przypomnieć o swoim istnieniu i przekonać, że coś jeszcze znaczą we współczesnym świecie.

Mówi się, że leżącego nie powinno się kopać. Agonalny charakter apelu o pojednanie był mi obojętny do czasu ostatniego przemówienia moskiewskiego patriarchy na św. Górze Grabarce. Jak stwierdził Cyryl I: ''Wy w Polsce, a my w Rosji, w byłym ZSRR, mamy świadomość, co to znaczy budować państwo i wspólnotę bez Boga. Mamy unikalne doświadczenie, co to znaczy budować przez ludzi państwo bez Boga i wiemy, że taka budowa obraca się później przeciwko samemu człowiekowi''.

Cyryl I razem z arcybiskupem Józefem Michalikiem podpisują list otwarty.
Tłumacząc wszystkie nieszczęścia świata brakiem boga trywializujemy problem. Powiedziałbym nawet, że w ogóle nie traktujemy go poważnie. To nie ateistka w Sosnowcu zabiła swoje dziecko, ale kobieta wychowana w religijnej rodzinie. To nie żaden ateistyczny kraj bierze udział w konfliktach na Bliskim Wschodzie tylko Stany Zjednoczone, tak bardzo przywiązane do tradycji i mordowania z bogiem na ustach. Jeśli ludzkość czegokolwiek powinna się wyrzec to właśnie religii, która od zarania dziejów prowadzi do nieporozumień i agresji. Przestrzeganie przed ateizmem nie jest nowym argumentem duchownych i nie szkodzi, że nietrafionym. Nic tak nie jednoczy podzielonych stron jak wspólny wróg. W tym przypadku jest to złowroga laicyzacja, której powinni się przeciwstawić wszyscy prawdziwi chrześcijanie. Hipokryzją jest więc apel, w którym z taką łatwością hierarchowie mówią o przebaczeniu, pokoju i miłości. Wartości chrześcijańskie, z którymi obnoszą się duchowi gołodupcy to kruchy materiał. Za zaprawę ma posłużyć mięso poległego przeciwnika. Jest tylko jeden problem - wyimaginowany wróg ma taki sam potencjał zjednoczenia ludzi jak złoty cielec Polaków, Karol Wojtyła.

Przez wizytę Cyryla I inne krajowe wydarzenia zeszły na dalszy plan (ku uciesze Platformy Obywatelskiej). Duży udział mają w tym media, które w agresywny sposób wyolbrzymiają rangę spotkania. Społeczeństwo polskie tylko ułatwia pracę dziennikarzom. Jest popyt, jest podaż. W naszym narodzie łatwo dostrzec słabość charakteru, postawy poddańcze, tęsknotę za batem, która wzmaga apetyt na autorytet. Ten znaczna część Polaków widzi w Kościele Katolickim, który tę naiwność chętnie wykorzystuje. 

Jacy wyznawcy, takie porozumienie. Dzisiaj część polskich katolików zapewne onanizuje się przy czytaniu apelu dwóch starców w sukienkach. Odmiana moralna nie zajedzie w społeczeństwie w wyniku pustosłowia, ale wewnętrznej refleksji nad własnym postępowaniem. Ta nie jest możliwa, jeśli naszą rolę umniejszamy, zrzucając całą odpowiedzialność na boga - instytucję dystrybuującą pokój, który wcześniej odebrano innym.

13 sierpnia 2012

Lisy Terlikowskiego

Wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego na łamach portalu Fronda.pl od dłuższego czasu znajdują się na mojej liście lektur, obok których nie sposób przejść obojętnie. Prawicowy redaktor uczy i bawi, przy okazji plując jadem w konkurentów, którym nie po drodze z treściami publikowanymi na portalu.

Ostatnio oberwało się Tomaszowi Lisowi, a dokładniej mówiąc Newsweekowi za teksty: o sporze ks. Wojciecha Lemańskiego z Szymonem Hołownią oraz zjawisku, jakim jest dogging. Chociaż prasę drukowaną czytam okazjonalnie, numer ten kupiłem w ucieczce przed nudą. Treści zawarte w ostatnim wydaniu Newsweeka są czymś zgoła odmiennym, niż stara się to przedstawić redaktor Frondy. Z tego też powodu postanowiłem ustosunkować się do wypowiedzi, która poniekąd jest adresowana także do mnie.



Czym jest okładkowy slogan ''ksiądz kontra katolik''? Tekst autorstwa Violetty Ozminkowski opisuje internetową wymianę zdań między ks. Wojciechem Lemańskim, a byłym już dziennikarzem Newsweeka, Szymonem Hołownią. Przedmiotem sporu jest tekst z poprzedniego numeru, traktujący o rozwiązłości seksualnej polskich księży i kompromitującym ich potomstwie. Zdaniem Szymona Hołowni ukazywanie takich faktów z życia Kościoła po prostu nie przystoi. Jego oponent zdaje się mieć w tej kwestii bardziej liberalne podejście.


Reakcja Tomasza Terlikowskiego wzbudza we mnie politowanie. Rozumiem, że według nieomylnego katolickiego mentora krytycyzm jest wadą, a otwarta rozmowa nad problemem, od którego de facto nie da się uciec, zagrożeniem, inspirowanym zapewne przez lewicowe lobby. Czy bycie gołodupcem obnoszącym się swoją chrześcijańską dumą musi być domeną prawicowego publicysty? Takie odnoszę wrażenie po wypowiedziach T. Terlikowskiego i S. Hołowni. Obaj panowie nie zdają sobie sprawy z jeszcze jednej rzeczy. Każdy tytuł prasowy ma prawo do obrania dowolnej linii programowej (oczywiście w ramach obowiązującego prawa). Mamy tytuły liberalne, mamy też te konserwatywne pokroju Frondy. Jeśli pluralizm przyprawia kogoś o mdłości, powinien dla własnego dobra wyjechać z kraju. Polecam Egipt, w którym za przyznanie się do ateizmu ląduje się w więzieniu.

Domorosły redaktor nie ma odwagi skontrować argumentów przedstawionych przez ks. Lemańskiego, odradza wchodzenie w dalszą polemikę, nawołuje do modlitwy, w innym przypadku ''zaślepiony miłością do Lisa'' ksiądz zrzuci swój habit - przyłączam się do tych życzeń.

Drugi temat jest nieco bardziej interesujący. W skrócie, doggingiem określa się seks w miejscach publicznych. W tekście, Marcin Majczak oraz Maja Kaim naświetlają zjawisko, które nabiera na intensywności w Polsce.

O ile wcześniejsze oburzenie Terlikowskiego mogło być ugruntowane jego zaściankowymi poglądami, o tyle w tym przypadku świadomie dopuszcza się kłamstw. Czytając artykuł ani przez moment nie odniosłem wrażenia, że para dziennikarzy w jakiś sposób pochwala tego typu zachowania. Szkoda, że dla showmana Frondy opisywanie danego fragmentu rzeczywistości jest równoznaczne z jego promocją. Idąc tym tropem dojdziemy do wniosku, że Wikipedia propaguje satanizm - wszakże posiada takie hasło w swojej bazie.

Na tym zakończę moją krótką refleksję. Ludzie pokroju Tomasza Terlikowskiego chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Jeśli ktoś poczuł się urażony moim tekstem, zawsze może zajrzeć na Frondę i złożyć modlitwę on-line w mojej intencji. Amen.

3 sierpnia 2012

Katolicyzm z probówki

Staram się zrozumieć, dlaczego w ostatnim czasie władze Platformy Obywatelskiej usiłują wykreować partię na chrześcijańską, dbającą o interesy polskiego katolika. Kłóci się to z dotychczasowym liberalnym obrazem ugrupowania, uwydatnia rozwarstwienie ideologiczne.

Trudno mi uwierzyć, że jest to gra nastawiona na odbicie elektoratu prawicowym partiom. Do najbliższych wyborów pozostały dwa lata, zbyt wiele czasu na taką fantazję. Konflikt interesów wewnątrz Platformy? To prawdopodobna opcja i według mnie mająca najlepsze uzasadnienie. Zastanawia mnie tylko bierność premiera, unikanie pytań dotyczących kwestii społecznych.

Dla Donalda Tuska przyszedł czas żniw. Polityka populizmu ostatnich wyborów parlamentarnych przyczyniła się do rozdziału programowego w strukturach partii. Do dziś kampania wyborcza Platformy Obywatelskiej kojarzy mi się z nieopierzonym indykiem rozciągającym swe skrzydła, aby sprawić wrażenie okazalszego niż w rzeczywistości jest. Mam tu na myśli transfery z lewej i prawej strony sceny politycznej. O ile nie była to najgorsza strategia marketingowa w czasie wyborów, o tyle wiązała się z ryzykiem, za które dzisiaj przyszło zapłacić.

Nigdy nie darzyłem sympatią Platformy Obywatelskiej, zwłaszcza kursu obranego przez Jarosława Gowina (odsyłam do tekstu nt. deregulacji zawodów). Człowiek musi mieć poważne kompleksy, aby swoją moralną frustrację wyładowywać na publicznym gruncie.

Za pierwsze ideowe starcie uważam klauzulę sumienia, w myśl której aptekarze mogliby odmówić sprzedaży niektórych artykułów np. środków antykoncepcyjnych. Brzmi konserwatywnie i sprzecznie z dotychczasową doktryną partii. Moim zdaniem obrona moralności biednych (duchowo) katolików kłóci się z prawami konsumentów. Chodzi o zdrowy rozsądek, nie - jak twierdzą zwolennicy projektu - walkę z dominacją komercji nad religią. Podczas jednego z wydań informacyjnych przedstawiono analogiczną sytuację. Czy wegetarianin pracujący w sklepie ma prawo odmówić nam sprzedaży mięsa? Jak najbardziej zgadzam się z tym ironicznym pytaniem, ponieważ oddaje ono sens całego projektu. Klauzula sumienia nie ma charakteru obronnego, tylko agresywny - wymusza od konsumenta dostosowanie się do reguł moralnych usługodawcy. Idea tolerancji jest zupełnie czymś odmiennym. Jeśli ktoś nie czuje wewnętrznego zakazu kupując określone produkty, czemu ma być ograniczony przez absurdalne prawo? Branża usług nie zna pojęcia osobistych przekonań. Wyobrażacie sobie, aby taksówkarz odmówił przewozu czarnoskórej osobie? Ja nie. Jeśli ktoś podejmując pracę nie poczuwa się do obranej funkcji, zamiast tego wchodzi w rolę moralizującego nauczyciela, minął się z powołaniem.

Powoli wygasającym tematem jest zapłodnienie metodą in vitro, dokładniej mówiąc regulacja prawna zabiegu. Potrzeba wprowadzenia zapisów w polskim prawodawstwie nie powinna budzić kontrowersji, a nawet jest wskazana. Dużym problemem jest natomiast przemówienie do rozsądku upadłym ideologicznie politykom, którzy swoje osobiste przekonania stawiają ponad neutralność światopoglądową. Sądzą, że w ten sposób szkodzą oponentom politycznym (w tym kontekście lewicy), tak naprawdę krzywdząc wyłącznie pary starające się o zdrowe dziecko.

Zaproponowany przez Jarosława Gowina projekt ustawy uważam za śmieszny, ponieważ nie jest on wynikiem kompromisu (jak miało to miejsce w przypadku aborcji), tylko uznania wywodów osób powiązanych ze środowiskiem katolickim. Powstrzymam się od zagłębiania w sferę naukową, ponieważ spór dawno byłby zakończony, gdyby decyzję powierzono fachowcom. Politycy prawicy swoją prawdę wolą czerpać z nauk Kościoła i archaicznej księgi, tej samej, w której gach z przestworzy przerżnął żonatą dziewicę, a nierozgarnięty rogacz w tę bajkę uwierzył.

Razi mnie to, że tak wielu ludzi w Polsce jest ograniczonych własnym światopoglądem i podejmuje egoistyczne próby narzucenia go innym osobom. O ile mogę spierać się w kwestii zasadności refundowania zabiegów metodą in vitro, o tyle samą praktykę w pełni popieram.

Co jest bardziej etyczne panie premierze, katolicyzm z probówki czy życie z probówki? In vitro czy klękanie przed księdzem i robienie mu dobrze? Dobrze pamiętam lewicowe wystąpienie premiera sprzed roku. Czyny, nie słowa - chciało by się powiedzieć. Nawet tak pozytywny slogan zmienił swoje znaczenie za sprawą Platformy Obywatelskiej.
Stosunek Watykanu do używania środków antykoncepcyjnych.
Polityka Watykanu jest bardziej niezrozumiała (źródło: www.clericalwhispers.blogspot.com).