20 lipca 2012

Polska prasa gości Piano

System Piano w Polsce.
System Piano wejdzie do Polski we wrześniu.
W ostatnim czasie najbardziej liczący się na polskim rynku wydawcy przystąpili do systemu Piano. O samym projekcie nie mówi się dzisiaj wiele, mimo że uderza on bezpośrednio w internautów.

Piano przywędrowało do nas po małych sukcesach w Słowenii i Słowacji. Jest to paywall, który na chwilę obecną zrzesza sześciu polskich wydawców: Agorę, Murator, Ringier Axel Springer Polska, Media Regionalne, Polskapresse, Edytor, a także Polskie Radio. W przeliczeniu na tytuły prasowe jest to około 100 pozycji (m.in. Gazeta Wyborcza, Forbes, Super Express, gazety regionalne i tematyczne czasopisma pokroju Czterech Kątów i Logo 24).

Sprawy tyczą się serwisów internetowych, które do tej pory publikowały wszystkie teksty bez pobierania opłat. Teraz sytuacja ma się zmienić - dostęp ten będzie ograniczony. Artykuły specjalistyczne, do których napisania potrzeba dużego zaangażowania, staną się towarem. Przeczytać je będą mogli użytkownicy Piano, którzy opłacą abonament (19,90 złotych za miesiąc).

Pomysł z etycznego punktu widzenia prosi się o moją krytykę (chociaż śmiałość i rozmach projektu zasługują na pochwałę). O Piano dowiedziałem się odbywając praktyki (o ironio w Mediach Regionalnych). Autor internetowego artykułu Dziennika Wschodniego napisał, że opłata ta jest niezbędna dla zapewnienia czytelnikom rzetelnych tekstów. To do tej pory były one nierzetelne?

Mało wiarygodne tłumaczenia skłaniają mnie do wniosku, że polski wydawca upatrzył sobie nowy sposób na zysk. Idea wolnej prasy działającej w interesie społeczeństwa poszła w piach, a uczynienie z informacji towaru poziomu Snickersa jest tego kolejnym przykładem. Trudno mi uwierzyć w szczytne pobudki partnerów Piano. Nie spodziewam się więc, że sugerowana jakość ''specjalistycznych artykułów'' za sprawą wprowadzonego abonamentu ulegnie zmianie. W procederze tym widzę również kilka zapytań prawnych. Zastanawia mnie między innymi, czy za tekst, w którym znajdują się informacje publiczne, można zażądać opłaty? W myśl ustawy o dostępie do informacji publicznej określono jasno, że jest ona świadczona bezpłatnie (z wyjątkami, ale wyjaśnię to w razie potrzeby).

Czy Piano w Polsce się sprawdzi? Szczerze mówiąc, nie sądzę. Nasze społeczeństwo niechętnie podchodzi do niezobowiązujących opłat, czego doskonałym przykładem jest abonament radiowo-telewizyjny. Można powiedzieć, że w tej materii nie różnimy się zbytnio od naszych greckich braci, którym tak łatwo wytykamy niegospodarność. Polacy nie odczuwają również potrzeby czytania merytorycznych tekstów i poszerzania własnej wiedzy - nałożona opłata ma ich do tego zachęcić? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że wzorowy obywatel to nieświadomy obywatel.

Wierzę, że polski internauta i tym razem sobie poradzi. Ostatecznie zbyt wiele on nie traci, ponieważ strony internetowe naszych wydawców nie grzeszą rzetelnością. W tym miejscu chętnie podpiszę się pod słowami czytanego przeze mnie blogera, że system Piano może przyczynić się do wzrostu znaczenia blogów, które nie są pisane pod programowe dyktando redaktora naczelnego. Czuję w powietrzu wiosnę, rozkwit blogosfery.

Czytelnicy, których potrzeby nie zostały zaspokojone, mogą prześledzić strony nawiązujące do tematu:
  1. Oficjalna strona systemu Piano,
  2. Ustawa o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r.,
  3. InterJAK: Od września opłaty w internetowych wydaniach gazet.

1 lipca 2012

Kto pali w Kominku?

Oczywiście nie mówię o poczciwym ciepłym kominku, przy którym została rozdziewiczona niejedna kobieta. Na pozór niejasne tytułowe pytanie nabierze sensu, gdy wspomnę o jednym z popularniejszych polskich blogerów.

Myślę, że każdy internauta chociaż raz w życiu słyszał o kontrowersyjnych tekstach Kominka. Działalność blogera trwa w najlepsze, a jego sztuczny wizerunek dobrze sprzedaje się w prasie. Zapowiedź wywiadu z Kominkiem skłoniła mnie do zakupu Gazety Wyborczej wraz z czwartkowym dodatkiem, Dużym Formatem. Co z tego, że w wydaniu z 6 czerwca pojawił się zabójczo interesujący tekst o kapitalizmie i ubóstwie w Indiach? Dzisiaj napiszę o naszej marketingowej gwieździe, która na pytanie zadane przez Tomasza Kwaśniewskiego, czy czasami nie sprzedaje swojej osoby, odrzekł: ''Sprzedawać to się może dziwka.''.

Nie jestem miłośnikiem działalności Kominka. W rzeczywistości nie różni się ona niczym od sponsoringu, zwykłej sprzedajności, której tak się wypiera. Zastanawia mnie czy egocentryzm i wrażliwość na krytykę tej osoby są wrodzone, czy po prostu wykreowane na potrzeby odbiorców. Artykuł Dużego Formatu jest o tyle ciekawy, że porusza ważną kwestię komercjalizacji blogosfery. To, czym przesycona jest telewizja i od czego człowiek ucieka, coraz częściej występuje w internecie. Tym bardziej interesuje mnie fenomen Kominka, którego istnienie udowadniania, że mamy popyt na tego typu bohaterów. Znany bloger twierdzi, że jest w pełni wolny, decyduje o własnym losie. Jego czyny mówią nam zupełnie co innego. Pokuszę się o twierdzenie, że internauta wyrażający swoje jestestwo w taki właśnie sposób musi mieć niemały problem z poczuciem własnej wartości. Jest oportunistą, nie ma własnego zdania (o ile kiedykolwiek je miał), pisze to, co może przynieść mu zysk. Kiedy skończył się pomysł na rentowną myśl, przyszła pora na stworzenie produktu z własnej osoby. Kominek prowadzi obecnie trzy blogi. Większość jego bieżących tekstów jest przesycona kryptoreklamą. Skoro firmy opłacają Kominka za jego ''spontaniczne'' i zachwalające produkt opinie to czy możemy odbierać takiego blogera za wiarygodnego?

Niemałym zaskoczeniem jest dla mnie popularność, jaką cieszy się bloger. Co prawda, wyrasta nam społeczeństwo egoistów, ale czy tak fałszywa postać może liczyć na akceptację podobnych sobie ludzi? W pewien sposób buntowniczy wizerunek Kominka jest swoistym katharsis dla współczesnego społeczeństwa, uwolnieniem go od wątpliwości, refleksji. Czy czasami nie jest tak, że młody zagubiony człowiek poszukuje poparcia dla swoich czynów? Nie będę wrzucał wszystkich czytelników blogera do jednego worka. Zmierzam jedynie do tego, że dla wielu osób Kominek może być usprawiedliwieniem ich egocentrycznego stylu życia. Wewnętrzny głos sprzeciwu zostanie stłumiony, jeśli osoba o podobnym usposobieniu do życia jest odbierana pozytywnie, a nawet postrzegana jako wzór do naśladowania.

Kominek doskonale wrysowuje się w baumanowską koncepcję współczesnego człowieka. Jest zagubiony, nie liczy się z innymi, zadowala się złudnym poczuciem wolności, wpływania na swój mały świat. Pusty w środku, odczłowieczony. Tragiczny nauczyciel ponowoczesności pociągający na moralne dno umiłowanych uczniów.