8 maja 2011

Równość a równouprawnienie

Pomimo dość późnej pory postanowiłem napisać o moich przemyśleniach w stosunku do współczesnego feminizmu. W swojej pracy inspirowałem się jednym z wątków forum - moją wenę dodatkowo podsyciły wspomnienia z debaty jaka odbyła się jaki czas temu na mojej uczelni (link do materiału). Dotyczyła ona kobiet u władzy oraz słuszności parytetów w sejmie.

Czy parytety są szansą daną kobietom czy niesprawiedliwym wymysłem mającym zbliżyć nas do krajów europejskich? Uważam, że pomimo celu towarzyszącemu temu zabiegowi (kobiet w sejmie jest zdecydowanie za mało) nie usprawiedliwia to faktu pewnego przymusu, według to którego prym wiedzie polityczna poprawność kosztem jakości polskiej polityki. W moim odczuciu parlamentarzysta powinien cechować się wiedzą, kompetencją do sprawowania władzy. Czy do zespołu cech należy wliczyć tak mało istotną sprawę jak płeć, kolor skóry czy wyznanie? W środowiskach feministycznych pomysł parytetów jest zachwalany - gdzie w tym wszystkim podziała się zasada równouprawnienia, którą tak głośno kobiety walczące o swoje prawa głoszą? Często jako argument słyszy się o małych szansach przebicia kobiet do polityki jako usprawiedliwienie tego typu ingerencji ze strony państwa. Póki co Polska jest (przynajmniej w większej części) demokratyczna. Jeśli w kraju populacja kobiet jest większa czemu wyniki wyborów są zawsze na korzyść mężczyzn? Wzór kobiety sukcesu dla feministek, Margaret Thatcher (była premier Wielkiej Brytanii) podczas pełnienia urzędu nie nominowała żadnej kobiety. Skoro kobiecy elektorat dokonuje świadomych wyborów, dlaczego organizacje feministyczne starają się w swoich kampaniach społecznych udowodnić, że sejm wypełniony mężczyznami jest przejawem dyskryminacji?

Uczestnicy debaty przynieśli sami w sobie odpowiedź. Loża debatujących kobiet podzieliła się na dwa obozy, męska część widowni śmiała się z bratobójczej walki pań, a damska część widowni - chyba nie zainteresowana dyskusją na temat swoich praw - opuszczała aulę. Uważam, że kobiety dopiero uczą się być częścią sfery publicznej ponieważ dawniej nie miały ku temu możliwości. Tradycyjny model rodziny, błędne przekonanie o słabości kobiet (przeradzające się w dyskryminację) i konserwatyzm społeczeństwa skutecznie uniemożliwiały rozwój kariery zawodowej. Dopiero teraz można mówić, że świat otwarł się na potencjał kobiet dlatego też uważam, że procesom tym sprzyja czas, a absurdalne pomysły jak wspomniane parytety jedynie szkodzą.

Od początków mojej obserwacji feministki wywierały na mnie negatywne wrażenie. Moim zdaniem to margines zakompleksionych i nieświadomych swojej wartości kobiet, które jako mniejszość chcą narzucić zdanie większości (w tym również kobietom), wykrzykując wiele pięknie brzmiących haseł. Żądają równouprawnienia, ale czy państwo w jakiś sposób ogranicza prawem kobiety? Każda pełnoletnia osoba ma swoje swobody i wolną drogę w kierunku, w którym podąża. Kolejnym pojęciem towarzyszącym równouprawnieniu jest równość. Osobiście traktuję ją jako aspekt fizyczny, w konsekwencji czego uważam, że kobieta i mężczyzna pod tym względem znacząco się różnią. Między innymi dlatego zawody wymagające siły fizycznej są skierowane raczej dla mężczyzn. Czy idąc tropem parytetów powinniśmy wymagać, aby połowa pracowników kopalni była płci żeńskiej, a armię uzupełniać słabszymi fizycznie kobietami? 

Gdy piszę o tak absurdalnej wizji przypomniała mi się sytuacja z niejakimi unijnymi dotacjami do rybołówstwa dla Francji, która aby zwiększyć otrzymywane sumy ogłosiła światu, że ślimaki też są rybami - tym samym otrzymując środki na rozwój zakładów zajmujących się ''mięczakowym'' interesem. 

Tą odbiegającą od tematu historią pragnę jedynie pokazać jak często w imię poprawności politycznej zniekształcamy rzeczywistość. Nie sądzę też, aby kobiety chętnie zatrudniały się w kopalniach czy w firmach budowlanych więc podświadomie chyba każdy z nas jest świadom tej nierówności biologicznej, która w pewien sposób przekłada się na role życiowe człowieka. Z drugiej strony równouprawnienie rozumiane przez feministki jako przyznane prawnie kobietom, dobrze płatne stanowiska pracy (najlepiej biurowe), chyba przeczy całej idei równości społecznej.

Tym krótkim wywodem postanowiłem określić swój stosunek do współczesnego modelu feminizmu, tak bardzo szkodzącego kobietom, w których - jako mężczyzna - nie widzę żadnego zagrożenia. Sztucznie wywoływane niepokoje ze strony ekstremistek jedynie podsycają wrogości w stosunku do płci przeciwnej, całkiem niepotrzebnie.

1 maja 2011

Jan Paweł II: Nędzarz, który został bogiem

Osoby Karola Wojtyły nie trzeba nikomu przedstawiać. Polskie społeczeństwo nazbyt dobrze obchodzi się z wizerunkiem rodaka. Nie da się ukryć, że przez ten emocjonalny stosunek do jego postaci nie porusza się publicznie kwestii godzących w jego domniemaną świętość, a osoby które się na to odważą są sponiewierane z błotem. W dobie nihilizmu usilne tworzenie przez społeczeństwo autorytetów jest jeszcze bardziej nasilone. Nie inaczej jest i tym razem - tym bardziej uważam, że Karol Wojtyła zasłużył sobie na miano boga nie czynami, a destruktywnymi słabościami kryjącymi się w naturze ludzkiej. Sięgający do granic fanatyzmu kult papieża Polaka zainspirował mnie do napisania tego tekstu, ukazującego nieco inne fakty zza jego pontyfikatu, tak często i licznie uchodzące uwadze polskim mediom zaszczepiającym w narodzie obraz globalnego autorytetu.

Czytając dzisiaj trochę publicystyki natknąłem się w jednym z artykułów Dziennika na badanie sondażowe przeprowadzone w sejmie, w którym to prawie 30% ankietowanych byłoby przychylnych ogłoszeniu Jana Pawła II patronem Polski. Franciszek Stefaniuk z PSL dodał więcej:  "To największa postać w dziejach od czasów Jezusa Chrystusa''. Czym sobie człowiek naszych czasów zasłużył na takie stwierdzenie (porównywalne chyba do pochówku Lecha Kaczyńskiego na równi z królami Polski)? Z kolei wyniki sondażu CBOS mówi nam raczej o spadku popularności jego osoby - czy mówiąc dokładniej - nauk, które głosił.

Za główne argumenty dowodzące autorytetu Polaka (jakim bez wątpienia cieszy się wśród naszego społeczeństwa) zwolennicy zwykli przedstawiać obalenie komunizmu, reformy jakie zaszły w Kościele Katolickim czy różnorakie uzdrowienia. O ile z ostatniego argumentu cudu mogę się jedynie śmiać, pierwsze należy poddać wątpliwości. Czy nowo wybrany papież miał realny wpływ na zmiany ustrojowe w Polsce? Nie uważam, aby miał na tyle charyzmy mogącej porwać tłum do działania. Większe zasługi w kwestii ''demokratyzacji kraju'' przypisywałbym po stronie Lecha Wałęsy, z którym to lud mógł się bardziej utożsamiać niż z człowiekiem mianowanym przedstawicielem boga, głoszącym wiele pustych haseł.

Co ciekawsze, Karol Wojtyła zdaje się uchodzić za osobę świętą jedynie w naszym kraju podczas gdy wśród rozwiniętych państw utarł się obraz konserwatywnego, jednego z gorszych pontyfikatów w historii Kościoła, w którym to bynajmniej nie było miejsca na prawa człowieka i czyny pojednania.

Za jedną ze słabości papieża Polaka można przyjąć jego kontrowersyjne (nawet dla duchownych) przywiązanie do Opus Dei, organizacji kościelnej, która swoją sławę w głównej mierze zawdzięcza ''Kodu Da Vinci'' autorstwa D. Browna. To działalność Jana Pawła II przyniosła opisywanej instytucji największe wpływy w historii, jednocześnie utwardzając jej władzę w Kościele. Kolejnym wyrazem sympatii do Opus Dei była pospieszna beatyfikacja jej założyciela, Josemarii Escrivy. Zmarły w 1975 roku kapłan już po 17 latach został wyniesiony na ołtarze. Nie tylko szybkość procesu beatyfikacyjnego zmarłego budziła wątpliwości. Bliscy współpracownicy z Opus Dei zwykli zarzucać mu megalomanię, antysemityzm, antyfeminizm czy pewne postawy świadczące o jego pro-nazizmie jednak w żaden sposób nie przeszkadzało to ówczesnemu papieżowi. W przeciwieństwie do poprzednich przedstawicieli państwa watykańskiego, którzy trzymali Opus Dei z dystansu, Wojtyła zrobił z niej podległą wyłącznie sobie organizację operującą sporymi środkami finansowymi. Jak zaznacza w swoim wywodzie M. Agnosiewicz (autor artykułu, którym się posiłkuję), podczas homilii ku czci Josemarii Escrivy papież w pewnym stopniu starał się usprawiedliwić działalność Opus Dei skupioną na poszerzaniu wpływów wśród bogatych: ''Nie ma powodu, by potępiać posiadanie dóbr materialnych, jeśli używa się ich właściwie, ku chwale Stwórcy i w służbie braciom''.

Na początku lat '90 miała miejsce inna sytuacja. W diecezji Chur-Zurych w Szwajcarii papież mianował niechcianego przez wiernych oraz cały episkopat szwajcarski biskupa pochodzącego z Opus Dei, Wolfganga Haasa, wezwał wszystkich do posłuszeństwa kwitując swoją wypowiedź: ''Ten, kto wypiera się biskupa, wypiera się boga''. - siła argumentów rzeczywiście nadludzka.

Wbrew temu co się mówi o polityce pojednania Wojtyły, przez okres pontyfikatu papież usilnie starał się przedstawić Kościół Katolicki jako hegemona na świecie, podkreślając jednocześnie niższość innych religii czy poglądów.

Szczególnie negatywny obraz zostawił po sobie w Ameryce Łacińskiej. Usilnie zwalczał zalążek ''teologii wyzwolenia'' (tzw. Kościoła Ubogich, który skupiał się na działalności wśród ludzi biednych, a nie bogatych). Za sprawą Watykanu wstrzymano również program ''Słowo i Życie'', którego celem była alfabetyzacja tamtejszego społeczeństwa. Nie odbiegając daleko od tematu należy również wspomnieć o obchodach 500-lecia ewangelizacji Ameryki Łacińskiej. Podczas gdy niektóre środowiska spodziewały się przeprosin za masową inkwizycję i mord Indian, ''Nasz'' papież na tle nowo otwartej Latarni Kolumba w Santo Domingo powiedział: ''Zgromadziliśmy się przed latarnią Kolumba, która swą formą krzyża ma symbolizować krzyż Chrystusa wbity w tę ziemię w 1492 roku. W ten sposób chciano zarazem uczcić wielkiego admirała, który dał pisemny wyraz swojej woli (''Ustawiajcie krzyże na wszystkich drogach i traktach, żeby im Bóg pobłogosławił...'').

W 2000 roku wydano akt ''Dominius Iesus'', którego skutkiem było pogorszenie stosunków z hinduizmem, a także z wyznaniami protestanckimi i prawosławnymi. Ów dokument zastrzegał prawo do głoszenia prawdy przez Kościół Katolicki jako jedyną ''słuszną'' religię. Nie trudno było się dziwić późniejszym konsekwencjom tego aktu wręcz emanującego papieską ''miłością i pojednaniem''.

Reformatorski charakter Jana Pawła II również należy poddać pod wątpliwość. Zamiast kontynuować politykę Jana XXIII, postanowił jeszcze bardziej pozostawić w tyle za społeczeństwem archaiczny model katolicyzmu. Ponadto w strukturach Kościoła umacniał centralizm i absolutyzm o czym może świadczyć chociażby ogłoszenie przepisów kanonicznych rozkazami płynącymi od samego boga. Podobnie uczynił z encykliką ''Humanae Vitae'', której zawartość została zrównana chociażby z nauką o zmartwychwstaniu i poświęceniu życia przez Chrystusa. Ponadto Kościół może zawdzięczać Janowi Pawłowi II wprowadzenie wewnętrznej cenzury. Wedle instrukcji każdy kapłan i zakonnik jest zobowiązany przedstawić swoje publikacje wcześniej do specjalnej komisji, która dopiero po zbadaniu ich zawartości zatwierdza lekturę. Nie zastosowanie się do instrukcji wiąże się dla duchownych z poważnymi sankcjami.

Powszechnie znany stosunek Wojtyły do antykoncepcji również nie stawia jego pontyfikatu w dobrym świetle. Ten dosyć chory i nie mający żadnego logicznego uzasadnienia zakaz Kościoła - jak stwierdził dyrektor programu walki z AIDS (ONZ), Peter Piot - kosztuje ludzkie życie. Jeszcze więcej kontrowersji wzbudzają działania Jana Pawła II potępiające aborcję. Papież w swoich radykalnych wypowiedziach potępia nawet usunięcie płodu z takich powodów jak nieprawidłowy jego rozwój czy przestępstwo. W liście wystosowanym 1993 roku do arcybiskupa Sarajewa Vinko Puljicia radził, by wspólnota zaangażowała się w pomoc zgwałconym kobietom, aby akt przemocy zamienić w ''akt miłości i otwarcia na nowe życie'' - w opinii publicznej apel papieża został odebrany jako wezwanie do zgwałconych hercegowińskich kobiet do zaniechania prób przeprowadzenia zabiegu porównywalnego przez Jana Pawła II z eugeniką. Z równie wielkim zacięciem papież z Polski nie przyjmował do wiadomości kwestii zniesienia celibatu duchownych i wyświęcaniu kobiet - nie był to jedyny przejaw dyskryminacji płciowej konserwatywnego Wojtyły.

Uciekając od prawdziwych problemów Kościoła Katolickiego papież lubował skupiać się na błahych sprawach, cieszących oczy wiernych i telewizji;
  • Wielokrotne ewangelicko-polityczne podróże w celu umacniania swojej pozycji, finansowane w głównej mierze ze środków publicznych, w tym także przez biedne państwa. Nieuzasadniona euforia Polaków nie zmieni faktu, że wegetująca na zaciąganych za granicą kredytach Polska w 1991 roku wyłożyła na wizytę Wojtyły z kasy państwa 50 mln marek.
  • Liczne beatyfikacje. Można by rzec, że Jan Paweł II zrewolucjonizował produkcję świętych w Watykanie. Podczas zaledwie 20-letniego pontyfikatu beatyfikował 480 osób (w tym hitlerowskich kolaborantów i zbrodniarzy nie cieszących się zbyt dobrą opinią). Dla porównania wszyscy papieże w latach 1000-1980 wyświęcili jedynie 420 ludzi. Liczby mówią same za siebie.
  • Podtrzymywanie praktyk, znanych nam już jedynie z filmów i bajek. Jedną z nich jest wypędzanie diabeu'a słowem bożym popularnie nazywane egzorcyzmem. W jednym z wywiadów ojciec Amorth przyznał, że nawet Wojtyła był aktywnym egzorcystą - ponoć w 1984 roku pomyślnie sieknął dwa razy ''pana z piekieł''.
Tym humorystycznym akcentem przyszło mi zakończyć wywód na temat boskości Karola Wojtyły - nie świętego, a jedynie człowieka targanego wieloma słabościami. Swoim pontyfikatem nie wniósł nic nowego w nauki Kościoła Katolickiego. Pomimo popularności (przypominającej czasem zbiorową histerię) jaką nadal cieszy się w Polsce, w moich oczach pozostanie raczej obiektem wstydu - nie dumy. Przyszło mi oglądać kolejny fałszywy autorytet, człowieka, którego drugi człowiek ogłasza bogiem przy poklasku naiwnych owiec.

Polecam kilka linków do tekstów, na których się opierałem (głównie na pracy pana M. Agnosiewicza) bądź takich, które mogą was zainteresować tematyką:
  1. Racjonalista: M. Agnosiewicz, ''Cienie pontyfikatu Jana Pawła II''
  2. Racjonalista: A. Koraszewski, ''Wspomnienia o Janie Pawle II w niektórych anglojęzycznych gazetach''
  3. Racjonalista: M. Psyk, ''Młody Jan Paweł II''
  4. Quasi 9.999: Mój przyjaciel, Szatan
  5. Gazeta Wyborcza: Sondaż CBOS
  6. Gazeta Wyborcza: Beatyfikacja, krytycy i entuzjaści
  7. Dziennik: Badanie sondażowe w Sejmie
  8. Wikipedia: ''Dominus Iesus'', dokument Kongregacji Nauki Wiary