6 września 2011

Ballada o Bandzie Czworga

 

Musiałem! Zachwycam się wyobraźnią, która kierowała autora powyższego klipu. Nigdy nie kochałem się w liberalizmie, ani nie wierzyłem w niewidzialną rękę rynku, dlatego też trochę się zdziwiłem, że błyskotliwy teledysk - po pierwszej minucie - okazał się reklamą Kongresu Nowej Prawicy. Poglądy Janusza Korwina-Mikke są mi mniej lub bardziej odległe (zwłaszcza kwestie gospodarcze). Mimo wszystko podchodzę do akcji z należytym dystansem. Dzisiaj pół żartem, pół serio o produkcji Dj Funky Koval'a. 

Szczerze, pełno w filmie treści populistycznych oraz stereotypów o ugrupowaniach zasiadających w sejmie. Można by powiedzieć, kolorowanka, ale za to jaka. Koncert rozpoczyna reinkarnacja W. Witosa, naczelny chłop Rzeczypospolitej Polskiej, Waldemar Pawlak. Przez cały utwór kojarzony ze środowiskami rolników. W tle traktor z flagą Unii Europejskiej oraz informacją o wyższych cenach (żywności?). Rolnicy często narzekają na swój los. Jednocześnie, dzięki dopłatom unijnym, grono eurosceptyków zmniejszyło się. Zwiększyła się za to ilość dużych gospodarstw nastawionych na produkcję. Nie widzę logiki.

Drugim politykiem z Bandy Czworga okazuje się być Jarosław Kaczyński. Myślę, że w jego przemówieniu mogłyby znaleźć się bardziej aktualne (programowo) fakty. Trzy miliony mieszkań, becikowe... dziś nie robią na mnie wrażenia. W żaden sposób nie usprawiedliwiam - jakby nie patrzeć - niespełnionych obietnic prezesa, jednak liczyłem na więcej fantazji (no chyba, że rzeczywiście PiS obecnie dysponuje programem, którego elektorat J. Korwina-Mikke nie potrafi ośmieszyć ;).

Trzecim celem zostaje lider SLD, Grzegorz Napieralski. Moskwa, Lenin, sierp i młot. Od siebie dodałbym Łajkę lub czelabińskiego chomika. Ile łączy dzisiejszą lewicę z komunizmem? Skąd ta sympatia z Rosją? Społeczeństwo polskie jest pełne niewykształconych i zakompleksionych ludzi. Mimo wszystko to nie czerwień nadaje klimatu G. Napieralskiemu, a jego ciepły głos i mowa o homoseksualizmie. Za plecami towarzysza, komuniści z transparentem (''partia walczy z narodem o lepsze jutro''), którzy w mgnieniu oka zamieniają się w paradę gejów i lesbijek. Ciężko mi zrozumieć, co autor klipu miał na myśli, tworząc takie przejście, ale prawdopodobnie według niego, reprezentowanie (w tym przypadku) homoseksualistów kłóci się z interesem narodowym. Schematyczna, nietolerancyjna, ale jednocześnie najlepsza karykatura spośród Bandy Czworga :) Duży plus.

Na koniec oberwało się premierowi. Donald Tusk, tradycyjnie utożsamiany z obietnicami, zieloną wyspą, unijnymi złodziejami. Zdecydowanie, najbardziej mdła kreacja. Zabrakło wyobraźni jednak postulat wręczenia banana małpom całkiem wzniosły. Chwila, czy ekologia nie jest domeną lewicy?

Całość tworzy całkiem chwytliwą parodię naszej sceny politycznej. Myślę, że mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie znalazły się treści zachęcające do głosowania na Kongres Nowej Prawicy. Argumenty? Bo Banda Czworga! Bo dużo obiecujemy! Bo kobra! Bo jest zarejestrowanych 79 partii, a ty głupi wyborco masz zagłosować na KNP! Masz inne przekonania? Głosuj na inny komitet wyborczy. Z jednej strony szydzenie z najważniejszych ugrupowań, które jednak w demokratyczny sposób zdobyły władzę. Z drugiej strony płacz, że Banda Czworga (ubóstwiam tą nazwę) blokuje drogę Kongresowi do wprowadzenia korzystnych zmian w kraju. Na sam koniec młody elektorat, do którego zmyślna kolorowanka miała zapewne trafić. Ostatecznie, film uważam za twórczy i zabawny. Nieźle się uśmiałem.

1 września 2011

Posłowie przeciwko zwierzętom

Jakiś czas temu, w związku z pewnymi wydarzeniami, zrobiło się głośno z powodu akcji na facebooku ''Posłowie przeciwko zwierzętom - Na nich nie będę głosować''. Na stronie znajduje się lista posłów, którzy pewnymi wypowiedziami oraz zachowaniami udowadniają, że los zwierząt jest dla nich błahym tematem. Oczywiście prawa zwierząt nie należą do najważniejszych problemów państwa, ale jak wspomniała w wywiadzie dla Wirtualnej Polski autorka akcji - Jak posłowie nie mający w sobie empatii, mogą zrozumieć swoich wyborców?

Zbliżają się wybory. Tym bardziej inicjatywa wydaje mi się na tyle ciekawa, aby poruszyć temat na blogu. Poniżej przedstawię tylko część nazwisk z listy, ponieważ nie o to chodzi, aby kopiować całą zawartość ;-) Strona jest dostępna dla wszystkich użytkowników facebooka, zachęcam do jej odwiedzenia.
  • Krzysztof Brejza (Platforma Obywatelska) - Pan poseł przejął się szkodami wywołanymi przez bobra europejskiego, na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Sprawę skierował do Ministerstwa Środowiska, oczywiście z negatywnym skutkiem. Wystarczyło zajrzeć do wikipedii, aby dowiedzieć się, że bóbr europejski jest objęty ochroną w wielu krajach, także w Polsce. Sprawę bobrów porusza też posłanka Socjaldemokracji Polskiej, startująca z list PO Grażyna Ciemniak.
  • Rajmund Gąsiorek (Platforma Obywatelska) - Właściciel jednej z największych w Europie ferm norek. Całość produkcji jest przeznaczona na eksport w ramach umowy z Domem Aukcyjnym w Helsinkach.
  • Wojciech Mojzesowicz (Polska Jest Najważniejsza) - Miłośnik futerek starszych pań (cyt: ''Jak babcia ma ukochanego pieska na łańcuchu, to będziemy jej mierzyć długość tego łańcucha?!''). Przeciwnik używania w stosunku do zwierząt takich słów jak bezdomność czy adopcja.
  • Eugeniusz Kłopotek (Polskie Stronnictwo Ludowe) - Twierdzi, że uwiązywanie zwierząt na łańcuchu jest częścią wiejskiej tradycji. Z podobnego założenia wychodzi Jacek Bogucki (PiS). Ponadto zwolenników akcji ''Posłowie przeciwko zwierzętom'', pan Kłopotek kulturalnie wysyła na drzewo.
  • Marek Sawicki (Polskie Stronnictwo Ludowe) - Zabiega na forum Unii Europejskiej, żeby producenci jaj mogli do 2017 r. używać dotychczasowych, ciasnych klatek dla kur. Z tego samego powodu płacze po kątach Anna Sobecka (PiS) - pani posłanka prawdopodobnie nie zmieściłaby się nawet w unijną klatkę.
  • Jerzy Rębek (Prawo i Sprawiedliwość) - Dziwi się czemu ustawa o ochronie zwierząt dotyczy zwierząt, spychając na dalszy plan interesy ludzi.
  • Robert Telus (Prawo i Sprawiedliwość) - Zasłynął z wypowiedzi na temat przeciwdziałania bezdomności zwierząt - do skutecznych sposobów zaliczył usypianie ślepych miotów oraz bezpańskich psów.
  • Romuald Ajcher (Sojusz Lewicy Demokratycznej) - Z satysfakcją przypomniał, że wcześniej odrzucono w pierwszym czytaniu nieco węższy projekt SLD. Sugerował tym samym, że odesłanie projektu Przyjaciół Zwierząt z powrotem do podkomisji - to rewanż. Niektórzy nie powinni bawić się w politykę.
  • Władysław Szkop (Sojusz Lewicy Demokratycznej) - Poseł sprzeciwiał się zakazowi podnoszenia ryb za skrzela, usprawiedliwiając te zachowania wygodą wędkarzy. Praktyka traktowania ryb w ten sposób jest uznawana za szczególne okrucieństwo wobec zwierząt (wg Inspekcji Weterynaryjnej).
Jak widać powyżej, głupota ma wiele imion i jest ponadpartyjna. Oryginalna lista, znajdująca się na stronie akcji, jest znacznie bogatsza. Należy też wspomnieć o politykach, z zamiłowania myśliwych czerpiących przyjemność z mordowania zwierząt, których również nie brakuje. Wśród nich możemy znaleźć m.in. osobę Radosława Sikorskiego, Waldemara Pawlaka, Janusza Palikota czy Wojciecha Olejniczaka.

Poniżej zamieszczam link do strony akcji, na której znajdziecie nie tylko pełną listę ''miłośników zwierząt'', ale też ich wypowiedzi. Polecam również ciekawy artykuł o myślistwie:
  1. Akcja ''Posłowie przeciwko zwierzętom - Na nich nie będę głosować''
  2. Newsweek: F. Łobodziński, ''Odrażający, obłudni, z piórkiem''

8 maja 2011

Równość a równouprawnienie

Pomimo dość późnej pory postanowiłem napisać o moich przemyśleniach w stosunku do współczesnego feminizmu. W swojej pracy inspirowałem się jednym z wątków forum - moją wenę dodatkowo podsyciły wspomnienia z debaty jaka odbyła się jaki czas temu na mojej uczelni (link do materiału). Dotyczyła ona kobiet u władzy oraz słuszności parytetów w sejmie.

Czy parytety są szansą daną kobietom czy niesprawiedliwym wymysłem mającym zbliżyć nas do krajów europejskich? Uważam, że pomimo celu towarzyszącemu temu zabiegowi (kobiet w sejmie jest zdecydowanie za mało) nie usprawiedliwia to faktu pewnego przymusu, według to którego prym wiedzie polityczna poprawność kosztem jakości polskiej polityki. W moim odczuciu parlamentarzysta powinien cechować się wiedzą, kompetencją do sprawowania władzy. Czy do zespołu cech należy wliczyć tak mało istotną sprawę jak płeć, kolor skóry czy wyznanie? W środowiskach feministycznych pomysł parytetów jest zachwalany - gdzie w tym wszystkim podziała się zasada równouprawnienia, którą tak głośno kobiety walczące o swoje prawa głoszą? Często jako argument słyszy się o małych szansach przebicia kobiet do polityki jako usprawiedliwienie tego typu ingerencji ze strony państwa. Póki co Polska jest (przynajmniej w większej części) demokratyczna. Jeśli w kraju populacja kobiet jest większa czemu wyniki wyborów są zawsze na korzyść mężczyzn? Wzór kobiety sukcesu dla feministek, Margaret Thatcher (była premier Wielkiej Brytanii) podczas pełnienia urzędu nie nominowała żadnej kobiety. Skoro kobiecy elektorat dokonuje świadomych wyborów, dlaczego organizacje feministyczne starają się w swoich kampaniach społecznych udowodnić, że sejm wypełniony mężczyznami jest przejawem dyskryminacji?

Uczestnicy debaty przynieśli sami w sobie odpowiedź. Loża debatujących kobiet podzieliła się na dwa obozy, męska część widowni śmiała się z bratobójczej walki pań, a damska część widowni - chyba nie zainteresowana dyskusją na temat swoich praw - opuszczała aulę. Uważam, że kobiety dopiero uczą się być częścią sfery publicznej ponieważ dawniej nie miały ku temu możliwości. Tradycyjny model rodziny, błędne przekonanie o słabości kobiet (przeradzające się w dyskryminację) i konserwatyzm społeczeństwa skutecznie uniemożliwiały rozwój kariery zawodowej. Dopiero teraz można mówić, że świat otwarł się na potencjał kobiet dlatego też uważam, że procesom tym sprzyja czas, a absurdalne pomysły jak wspomniane parytety jedynie szkodzą.

Od początków mojej obserwacji feministki wywierały na mnie negatywne wrażenie. Moim zdaniem to margines zakompleksionych i nieświadomych swojej wartości kobiet, które jako mniejszość chcą narzucić zdanie większości (w tym również kobietom), wykrzykując wiele pięknie brzmiących haseł. Żądają równouprawnienia, ale czy państwo w jakiś sposób ogranicza prawem kobiety? Każda pełnoletnia osoba ma swoje swobody i wolną drogę w kierunku, w którym podąża. Kolejnym pojęciem towarzyszącym równouprawnieniu jest równość. Osobiście traktuję ją jako aspekt fizyczny, w konsekwencji czego uważam, że kobieta i mężczyzna pod tym względem znacząco się różnią. Między innymi dlatego zawody wymagające siły fizycznej są skierowane raczej dla mężczyzn. Czy idąc tropem parytetów powinniśmy wymagać, aby połowa pracowników kopalni była płci żeńskiej, a armię uzupełniać słabszymi fizycznie kobietami? 

Gdy piszę o tak absurdalnej wizji przypomniała mi się sytuacja z niejakimi unijnymi dotacjami do rybołówstwa dla Francji, która aby zwiększyć otrzymywane sumy ogłosiła światu, że ślimaki też są rybami - tym samym otrzymując środki na rozwój zakładów zajmujących się ''mięczakowym'' interesem. 

Tą odbiegającą od tematu historią pragnę jedynie pokazać jak często w imię poprawności politycznej zniekształcamy rzeczywistość. Nie sądzę też, aby kobiety chętnie zatrudniały się w kopalniach czy w firmach budowlanych więc podświadomie chyba każdy z nas jest świadom tej nierówności biologicznej, która w pewien sposób przekłada się na role życiowe człowieka. Z drugiej strony równouprawnienie rozumiane przez feministki jako przyznane prawnie kobietom, dobrze płatne stanowiska pracy (najlepiej biurowe), chyba przeczy całej idei równości społecznej.

Tym krótkim wywodem postanowiłem określić swój stosunek do współczesnego modelu feminizmu, tak bardzo szkodzącego kobietom, w których - jako mężczyzna - nie widzę żadnego zagrożenia. Sztucznie wywoływane niepokoje ze strony ekstremistek jedynie podsycają wrogości w stosunku do płci przeciwnej, całkiem niepotrzebnie.

1 maja 2011

Jan Paweł II: Nędzarz, który został bogiem

Osoby Karola Wojtyły nie trzeba nikomu przedstawiać. Polskie społeczeństwo nazbyt dobrze obchodzi się z wizerunkiem rodaka. Nie da się ukryć, że przez ten emocjonalny stosunek do jego postaci nie porusza się publicznie kwestii godzących w jego domniemaną świętość, a osoby które się na to odważą są sponiewierane z błotem. W dobie nihilizmu usilne tworzenie przez społeczeństwo autorytetów jest jeszcze bardziej nasilone. Nie inaczej jest i tym razem - tym bardziej uważam, że Karol Wojtyła zasłużył sobie na miano boga nie czynami, a destruktywnymi słabościami kryjącymi się w naturze ludzkiej. Sięgający do granic fanatyzmu kult papieża Polaka zainspirował mnie do napisania tego tekstu, ukazującego nieco inne fakty zza jego pontyfikatu, tak często i licznie uchodzące uwadze polskim mediom zaszczepiającym w narodzie obraz globalnego autorytetu.

Czytając dzisiaj trochę publicystyki natknąłem się w jednym z artykułów Dziennika na badanie sondażowe przeprowadzone w sejmie, w którym to prawie 30% ankietowanych byłoby przychylnych ogłoszeniu Jana Pawła II patronem Polski. Franciszek Stefaniuk z PSL dodał więcej:  "To największa postać w dziejach od czasów Jezusa Chrystusa''. Czym sobie człowiek naszych czasów zasłużył na takie stwierdzenie (porównywalne chyba do pochówku Lecha Kaczyńskiego na równi z królami Polski)? Z kolei wyniki sondażu CBOS mówi nam raczej o spadku popularności jego osoby - czy mówiąc dokładniej - nauk, które głosił.

Za główne argumenty dowodzące autorytetu Polaka (jakim bez wątpienia cieszy się wśród naszego społeczeństwa) zwolennicy zwykli przedstawiać obalenie komunizmu, reformy jakie zaszły w Kościele Katolickim czy różnorakie uzdrowienia. O ile z ostatniego argumentu cudu mogę się jedynie śmiać, pierwsze należy poddać wątpliwości. Czy nowo wybrany papież miał realny wpływ na zmiany ustrojowe w Polsce? Nie uważam, aby miał na tyle charyzmy mogącej porwać tłum do działania. Większe zasługi w kwestii ''demokratyzacji kraju'' przypisywałbym po stronie Lecha Wałęsy, z którym to lud mógł się bardziej utożsamiać niż z człowiekiem mianowanym przedstawicielem boga, głoszącym wiele pustych haseł.

Co ciekawsze, Karol Wojtyła zdaje się uchodzić za osobę świętą jedynie w naszym kraju podczas gdy wśród rozwiniętych państw utarł się obraz konserwatywnego, jednego z gorszych pontyfikatów w historii Kościoła, w którym to bynajmniej nie było miejsca na prawa człowieka i czyny pojednania.

Za jedną ze słabości papieża Polaka można przyjąć jego kontrowersyjne (nawet dla duchownych) przywiązanie do Opus Dei, organizacji kościelnej, która swoją sławę w głównej mierze zawdzięcza ''Kodu Da Vinci'' autorstwa D. Browna. To działalność Jana Pawła II przyniosła opisywanej instytucji największe wpływy w historii, jednocześnie utwardzając jej władzę w Kościele. Kolejnym wyrazem sympatii do Opus Dei była pospieszna beatyfikacja jej założyciela, Josemarii Escrivy. Zmarły w 1975 roku kapłan już po 17 latach został wyniesiony na ołtarze. Nie tylko szybkość procesu beatyfikacyjnego zmarłego budziła wątpliwości. Bliscy współpracownicy z Opus Dei zwykli zarzucać mu megalomanię, antysemityzm, antyfeminizm czy pewne postawy świadczące o jego pro-nazizmie jednak w żaden sposób nie przeszkadzało to ówczesnemu papieżowi. W przeciwieństwie do poprzednich przedstawicieli państwa watykańskiego, którzy trzymali Opus Dei z dystansu, Wojtyła zrobił z niej podległą wyłącznie sobie organizację operującą sporymi środkami finansowymi. Jak zaznacza w swoim wywodzie M. Agnosiewicz (autor artykułu, którym się posiłkuję), podczas homilii ku czci Josemarii Escrivy papież w pewnym stopniu starał się usprawiedliwić działalność Opus Dei skupioną na poszerzaniu wpływów wśród bogatych: ''Nie ma powodu, by potępiać posiadanie dóbr materialnych, jeśli używa się ich właściwie, ku chwale Stwórcy i w służbie braciom''.

Na początku lat '90 miała miejsce inna sytuacja. W diecezji Chur-Zurych w Szwajcarii papież mianował niechcianego przez wiernych oraz cały episkopat szwajcarski biskupa pochodzącego z Opus Dei, Wolfganga Haasa, wezwał wszystkich do posłuszeństwa kwitując swoją wypowiedź: ''Ten, kto wypiera się biskupa, wypiera się boga''. - siła argumentów rzeczywiście nadludzka.

Wbrew temu co się mówi o polityce pojednania Wojtyły, przez okres pontyfikatu papież usilnie starał się przedstawić Kościół Katolicki jako hegemona na świecie, podkreślając jednocześnie niższość innych religii czy poglądów.

Szczególnie negatywny obraz zostawił po sobie w Ameryce Łacińskiej. Usilnie zwalczał zalążek ''teologii wyzwolenia'' (tzw. Kościoła Ubogich, który skupiał się na działalności wśród ludzi biednych, a nie bogatych). Za sprawą Watykanu wstrzymano również program ''Słowo i Życie'', którego celem była alfabetyzacja tamtejszego społeczeństwa. Nie odbiegając daleko od tematu należy również wspomnieć o obchodach 500-lecia ewangelizacji Ameryki Łacińskiej. Podczas gdy niektóre środowiska spodziewały się przeprosin za masową inkwizycję i mord Indian, ''Nasz'' papież na tle nowo otwartej Latarni Kolumba w Santo Domingo powiedział: ''Zgromadziliśmy się przed latarnią Kolumba, która swą formą krzyża ma symbolizować krzyż Chrystusa wbity w tę ziemię w 1492 roku. W ten sposób chciano zarazem uczcić wielkiego admirała, który dał pisemny wyraz swojej woli (''Ustawiajcie krzyże na wszystkich drogach i traktach, żeby im Bóg pobłogosławił...'').

W 2000 roku wydano akt ''Dominius Iesus'', którego skutkiem było pogorszenie stosunków z hinduizmem, a także z wyznaniami protestanckimi i prawosławnymi. Ów dokument zastrzegał prawo do głoszenia prawdy przez Kościół Katolicki jako jedyną ''słuszną'' religię. Nie trudno było się dziwić późniejszym konsekwencjom tego aktu wręcz emanującego papieską ''miłością i pojednaniem''.

Reformatorski charakter Jana Pawła II również należy poddać pod wątpliwość. Zamiast kontynuować politykę Jana XXIII, postanowił jeszcze bardziej pozostawić w tyle za społeczeństwem archaiczny model katolicyzmu. Ponadto w strukturach Kościoła umacniał centralizm i absolutyzm o czym może świadczyć chociażby ogłoszenie przepisów kanonicznych rozkazami płynącymi od samego boga. Podobnie uczynił z encykliką ''Humanae Vitae'', której zawartość została zrównana chociażby z nauką o zmartwychwstaniu i poświęceniu życia przez Chrystusa. Ponadto Kościół może zawdzięczać Janowi Pawłowi II wprowadzenie wewnętrznej cenzury. Wedle instrukcji każdy kapłan i zakonnik jest zobowiązany przedstawić swoje publikacje wcześniej do specjalnej komisji, która dopiero po zbadaniu ich zawartości zatwierdza lekturę. Nie zastosowanie się do instrukcji wiąże się dla duchownych z poważnymi sankcjami.

Powszechnie znany stosunek Wojtyły do antykoncepcji również nie stawia jego pontyfikatu w dobrym świetle. Ten dosyć chory i nie mający żadnego logicznego uzasadnienia zakaz Kościoła - jak stwierdził dyrektor programu walki z AIDS (ONZ), Peter Piot - kosztuje ludzkie życie. Jeszcze więcej kontrowersji wzbudzają działania Jana Pawła II potępiające aborcję. Papież w swoich radykalnych wypowiedziach potępia nawet usunięcie płodu z takich powodów jak nieprawidłowy jego rozwój czy przestępstwo. W liście wystosowanym 1993 roku do arcybiskupa Sarajewa Vinko Puljicia radził, by wspólnota zaangażowała się w pomoc zgwałconym kobietom, aby akt przemocy zamienić w ''akt miłości i otwarcia na nowe życie'' - w opinii publicznej apel papieża został odebrany jako wezwanie do zgwałconych hercegowińskich kobiet do zaniechania prób przeprowadzenia zabiegu porównywalnego przez Jana Pawła II z eugeniką. Z równie wielkim zacięciem papież z Polski nie przyjmował do wiadomości kwestii zniesienia celibatu duchownych i wyświęcaniu kobiet - nie był to jedyny przejaw dyskryminacji płciowej konserwatywnego Wojtyły.

Uciekając od prawdziwych problemów Kościoła Katolickiego papież lubował skupiać się na błahych sprawach, cieszących oczy wiernych i telewizji;
  • Wielokrotne ewangelicko-polityczne podróże w celu umacniania swojej pozycji, finansowane w głównej mierze ze środków publicznych, w tym także przez biedne państwa. Nieuzasadniona euforia Polaków nie zmieni faktu, że wegetująca na zaciąganych za granicą kredytach Polska w 1991 roku wyłożyła na wizytę Wojtyły z kasy państwa 50 mln marek.
  • Liczne beatyfikacje. Można by rzec, że Jan Paweł II zrewolucjonizował produkcję świętych w Watykanie. Podczas zaledwie 20-letniego pontyfikatu beatyfikował 480 osób (w tym hitlerowskich kolaborantów i zbrodniarzy nie cieszących się zbyt dobrą opinią). Dla porównania wszyscy papieże w latach 1000-1980 wyświęcili jedynie 420 ludzi. Liczby mówią same za siebie.
  • Podtrzymywanie praktyk, znanych nam już jedynie z filmów i bajek. Jedną z nich jest wypędzanie diabeu'a słowem bożym popularnie nazywane egzorcyzmem. W jednym z wywiadów ojciec Amorth przyznał, że nawet Wojtyła był aktywnym egzorcystą - ponoć w 1984 roku pomyślnie sieknął dwa razy ''pana z piekieł''.
Tym humorystycznym akcentem przyszło mi zakończyć wywód na temat boskości Karola Wojtyły - nie świętego, a jedynie człowieka targanego wieloma słabościami. Swoim pontyfikatem nie wniósł nic nowego w nauki Kościoła Katolickiego. Pomimo popularności (przypominającej czasem zbiorową histerię) jaką nadal cieszy się w Polsce, w moich oczach pozostanie raczej obiektem wstydu - nie dumy. Przyszło mi oglądać kolejny fałszywy autorytet, człowieka, którego drugi człowiek ogłasza bogiem przy poklasku naiwnych owiec.

Polecam kilka linków do tekstów, na których się opierałem (głównie na pracy pana M. Agnosiewicza) bądź takich, które mogą was zainteresować tematyką:
  1. Racjonalista: M. Agnosiewicz, ''Cienie pontyfikatu Jana Pawła II''
  2. Racjonalista: A. Koraszewski, ''Wspomnienia o Janie Pawle II w niektórych anglojęzycznych gazetach''
  3. Racjonalista: M. Psyk, ''Młody Jan Paweł II''
  4. Quasi 9.999: Mój przyjaciel, Szatan
  5. Gazeta Wyborcza: Sondaż CBOS
  6. Gazeta Wyborcza: Beatyfikacja, krytycy i entuzjaści
  7. Dziennik: Badanie sondażowe w Sejmie
  8. Wikipedia: ''Dominus Iesus'', dokument Kongregacji Nauki Wiary

27 kwietnia 2011

Mój przyjaciel, Szatan

Dzisiejszego pięknego poranka jak zwykle sprawdzam wybrane serwisy internetowe. Na jednym z nich natknąłem się na interesujący film w roli głównej z niejakim ks. Piotrem Natankiem, który w emocjonalnym kazaniu opowiadał o symptomach satanizmu (link).

Kuria Metropolitalna w Krakowie wydała komunikat, w którym odcina się od kontrowersyjnych wypowiedzi wcześniej wymienionego księdza. Do końca nie wierzę w szczerość tego oświadczenia, bo czy nie taki właśnie obraz satanizmu ma polskie społeczeństwo? Wczorajszego wieczoru w programie ''Uwaga'' ukazał się reportaż o nastolatku maltretującym zwierzęta. Ów rzetelny i jak na komercyjną stację przystało obiektywny materiał zawierał nacisk na zainteresowanie młodego sprawcy satanizmem. Kościół katolicki od zalania dziejów potrafił skutecznie manipulować ludźmi. Dawniej siłę bożego słowa chętnie popierał mieczem przelewając krew ludzi będących zagrożeniem dla chrześcijaństwa. W demokratycznych czasach jednak argument siły stracił na znaczeniu ustępując palmy pierwszeństwa demagogi duchownych.

Negatywne odczucia związane z Szatanem są jedynie zasługą chrześcijaństwa, które w celu ochrony swoich wartości było w stanie wykreować sobie wyimaginowanego wroga. Kim ten wróg tak naprawdę jest? Niewidzialnym, obdarzonym świadomością bytem odpowiedzialnym za zło na świecie? Szatan jest symbolem, zbiorem wartości będących w opozycji do wiodących prym idei oferowanych przez kościół.

W doktrynach najliczniejszych religii, Szatan jest upadłym aniołem, który przeciwstawił się bogu. W Starym Testamencie jest mowa o jego sprzeciwie wobec zrzucenia przekleństwa na lud Izraelitów (Lb 22, 22, 32). Czym więc zasłużył sobie upadły anioł na wieczne potępienie? Prawdopodobnie tym, że uosabiał w sobie cechy charakteru, kłócące się z nauką kościoła. Termin satan pochodzi z języka hebrajskiego i znaczy tyle co przeciwnik. Brak pokory, wolna wola, niedopuszczalne sprzeciwienie się wobec pana (nawiązujące do feudalnego modelu społeczeństwa, lat świetności kościoła katolickiego), świadomość własnej osoby, przekonań, przejawy indywidualnego myślenia i walki o własne idee. Jest uosobieniem romantycznej koncepcji bohatera nie zgadzającego się dotychczasowym porządkiem świata. W opozycji do niego jest będący dominantem konserwatywny w swej naturze kościół katolicki nawołujący do obrony tradycyjnych wartości, do posłuszeństwa wobec boga (a tym samym jego posłanników na ziemi), negując to co jest nowe, obce człowiekowi od maleńkości wychowanemu w jednym, chrześcijańskim systemie wartości. Nauki kościoła mówią nam o nieskończonej mądrości, potędze, szeroko pojmowanej wielkości boga tym samym ukazując człowieka jako bezradną, niezdolną do działania istotę, która musi kierować się określonymi nakazami i zakazami żeby nie zginąć w pełnym niebezpieczeństw świecie. Tym samym model człowieka poszukującego prawdy na własną rękę jest nie do przyjęcia dla duchowieństwa.

W oczach społeczeństwa (przez lata młodości i moich) sataniści mówiąc żartobliwie są postrzegani jako niebezpieczni ubrani na czarno bezbożnicy, grupujący się w sekty, pijący krew z kogutów, być może też (jak wspomniał ks. P. Natanek) grający w ''Diabolo'' i czytający Harrego Pottera. Tego zniekształconego obrazu rzeczywistości nie możemy usprawiedliwiać niewiedzą, lękiem przed nieznanym - pobudzającym naszą wyobraźnię. Kilka lat temu na jednym z forów ateistycznym miałem okazję przeczytać wypowiedzi jednego z aktywniejszych użytkowników, przy okazji satanisty, którego obraz znacznie się różnił od tego przedstawianego przez duchownych czy szukających sensacji stacji telewizyjnych.

Satanizm jest światopoglądem nie gorszym od innych, a w pewnych aspektach wartościowszym od tych uznawanych. W bardziej konserwatywnych nurtach przynależni uważają Szatana za świadomy byt i oddają mu cześć podobnie jak chrześcijanie bogu (na przykład założona przez M. Aquino ''Świątynia Seta''). Osoba, o której wcześniej wspomniałem opowiadała się za humanistycznym nurtem, satanizmem filozoficznym (zwanym także laveyańskim), który w żaden sposób nie powinien kojarzyć się z fanatyzmem. Wiele osób może się zdziwić dowiadując się jak wiele założeń satanizmu jest bliskich z ich normami moralnymi.

Sataniści interpretują Szatana jako symbol pewnych wartości. Jedną z podstawowych różnic kłócących się z chrześcijańskim modelem człowieka jest akceptacja zwierzęcej natury (według nauk kościoła człowiek nie jest zwierzęciem, a wśród ultra-konserwatywnych duchownych darwinizm jest nadal uważany za kłamstwo). W związku z odrzuceniem propozycji życia wiecznego (raj i piekło według satanistów są urojeniem) człowiek powinien w pełni wykorzystać swój czas zaspakajając pragnienia. Jednoczesne przywiązanie do cielesności i postulowanie szacunku do życia zakazuje krzywdzenia innych zwierząt. Pogląd ten ma odzwierciedlenie w obecnym prawie polskim w odniesieniu do aborcji, w którym to życie osoby dorosłej (domyślnie matki) jest na pierwszym miejscu. Podobny stosunek zauważymy do eutanazji (wola człowieka powinna być uszanowana), jednocześnie negując akt samobójstwa. Ponadto sataniści są zwolennikami legalizacji narkotyków. Ich zdaniem każda forma obcowania płciowego między dorosłymi osobami nie powinna wzbudzać negatywnych odczuć.

Satanizm opowiada się za wartościowaniem osoby wyłącznie ze względu na jego czyny, tym samym nie uznaje przejawów dyskryminacji i krytycyzmu wynikającego chociażby z różnic kulturowych, rasowych czy narodowościowych. Sprzeciwia się również odgórnemu narzuceniu przez państwo zakazów godzących w wolność obywatela (wolność wyznania, swobody obyczajowe etc.) tym samym dając wyrazy aprobaty partiom politycznym i organizacjom głoszącym wolność jednostki.

Nie taki diabeł straszny jak się go maluje. Mam nadzieję, że powyższy tekst przynajmniej w małym stopniu skłonił kogoś do głębszej refleksji - na tyle aby zastanowić się czy w dzisiejszym świecie naprawdę istnieje wolny człowiek. Uważany przez społeczeństwo za zło satanizm, w moim odczuciu, nie stanowi większego zagrożenia dla cywilizacji ludzkiej. Jego niektóre wartości przybierają uniwersalny charakter - inne mogą się liczyć z naszą dezaprobatą.

Zamysłem tej lektury miało być ukazanie niewiedzy ludzi wypowiadających się o tematach - tak często opierając się ślepo na opiniach fałszywych ''proroków''. Prawdziwym powodem do obaw jest istnienie autorytetu - który naśladując - zatracimy własną osobowość.