12 sierpnia 2010

Polak Polakowi wilkiem

Cała sytuacja z krzyżem pod pałacem prezydenckim obnaża prawdę o nas samych, jacy jesteśmy jako naród. Nie trudno w ostatnich czasach przewidzieć reakcje ludzi w obliczu tragedii. Śmierć Karola Wojtyły czy katastrofa pod Smoleńskiem tak samo oddziałują na sumienie polskiego społeczeństwa jak tradycyjny melanż zakrapiany dużą ilością wódki - najpierw wielkie refleksje, solidaryzowanie się z ludźmi, postanowienia poprawy. Dodatkowo atmosferę patetyzują stacje telewizyjne zamęczając odbiorcę czarno-białymi scenami, z wkomponowanymi utworami muzyki poważnej (wydaje mi się, że w tej materii króluje W. A. Mozart, ze swoim marszem żałobnym, Requiem). Po kilku dniach - czas trzeźwienia, statystyczny ''brudny'' Polak nie wiele odnowił się duchowo, skacowany rusza w bój - z kim i w jakim celu? Nieważne, bydłu zawsze raźniej w stadzie.

Wczoraj Grzegorz Napieralski zorganizował pod pałacem prezydenckim wiec w obronie laickości państwa, jak najbardziej potrzebny. Czasami zastanawiam się czy to czysta nieświadomość ludzka czy zbiorowy fanatyzm religijny sprawia, że najważniejszy dokument w państwie jest przy każdej okazji deptany i opluwany. Zapisy zawarte w Konstytucji RP są na tyle klarowne, że żadna osoba nie powinna mieć problemów z ich interpretacją.

Ludzie nazywający się ''obrońcami krzyża'' uważają się za ofiary, ignorowane przez władze, atakowane przez innych obywateli, co śmieszne także wierzących. Pod burdelem prezydenta były już meetingi, krzyż z puszek Lecha (promujący zapewne recykling), imperium międzygalaktyczne i mecz siatkówki - osoby mające klapki na oczach, ochrzczone przez opinię publiczną ''krzyżowcami'', zamiast ironii w tej formie ekspresji społeczeństwa dopatrują się ataków i obrazy uczuć religijnych (przez lata szukam czym właściwie jest to określenie, tak chętnie używane przez ludzi o płytkich horyzontach). Masochistyczne spotkanie kółka różańcowego wymknęło się również spod kontroli kościoła katolickiego. Księża chcący przenieść krzyż do ''bożej świątyni'' zostali zwyzywani od żydów, komunistów i masonów. Najbardziej jednak zadziwia mnie reakcja władz Warszawy, mianowicie jej brak. Nikt nie poczuwa się odpowiedzialny, aby cały spór jakoś zażegnać, marginalizując całe zjawisko. Osobiście jestem za bardziej stanowczymi metodami zanim komuś naprawdę stanie się krzywda. Policja wraz ze strażą miejską powinna już dawno rozgonić tą grupkę ultra-młodych duchem starców (dzisiejsi 16-latkowie mają więcej oleju w głowach), następnie krzyż (w pełnej kulturze i poszanowaniu dla religii) przenieść w należyte dla niego miejsce. Zachęcam do przeczytania felietonu mojego autorstwa pt. ''Wojna polsko-...?'', w którym poruszam kwestie zależności związków wyznaniowych z państwem.

Dzisiaj dotarły do mnie informacje, że na jednej ze ścian pałacu namiestnikowskiego zostanie umieszczona tablica pamiątkowa - uważam ją za znacznie lepszy pomysł niż stawianie monumentalnych, nic nie wznoszących pomników. Co na to ludność? Na stronie dziennika możemy się dowiedzieć, że wdowa po Edwardzie Gosiewskim jest obrażona i żąda ''pomnika odpowiedniego rozmiarami do rangi wydarzenia''. Proponuję wyburzyć pałac i w jego miejsce postawić betonową figurę Chrystusa Zbawiciela podobną do tej w Rio de Janeiro.

W całym zamieszaniu chyba większość obserwatorów i uczestników tego przedstawienia zapomniała o co w tym konflikcie chodzi. Bez wątpienia, katastrofa pod Smoleńskiem wpisze się grubym drukiem do podręczników historii i zapadnie w pamięci osób, niezależnie od stopniem zainteresowania sprawami Polski. Tymczasem obrońcy krzyża chyba właśnie osiągają swój cel. Mogą być z siebie dumni stawiając wymowny pomnik głupoty, który w szyderczy sposób spycha na dalszy plan najpoczciwszy szacunek dla zmarłych.