5 października 2010

Marsz Wolnych Konopii w Lublinie

Nie wiem co ze mną nie tak, ale pomimo niechęci do Palikota i coraz to większej irytacji mieszkańcami rodzinnego miasta jestem zadowolony, że mieszkam w Lublinie. W każdym razie idioci wyrastają jak grzyby po deszczu. Przykładem jest chociażby ostatni wiec (?), raczej marsz zwolenników legalizacji marihuany. Niedawno znalazłem film na YouTube, przedstawiający kilka fragmentów z całej akcji. Tocząc ślinę na wielu forach, nigdy wcześniej nie wyrażałem na blogu swojej opinii w tej kwestii. Myślę, że warto poruszyć ten temat, zwłaszcza w cieniu ostatnich wydarzeń z dopalaczami.

Potępiam stosowanie używek, zwłaszcza narkotyków, których skutki uboczne są nie do podważenia. Śmieszą mnie opinie, że tzw. lekkie narkotyki (np. marihuana) nie działają negatywnie na organizm. Same tego typu argumenty świadczą, że coś z rozmówcą jest nie tak. Jak każdy narkotyk, ten (tu cytuję) liść rosnący sobie w ziemi w pewnym stopniu uzależnia. Nie trzeba dużo myśleć, aby wiedzieć gdzie ostatecznie wyląduje nasz ''uśmiechnięty Rastafarianin''.

Kolejnym przytaczanym argumentem za legalizacją marihuany jest powołanie się na sytuację w Holandii. Z prostej przyczyny do mnie nie trafia, żyjemy w Polsce. Powoływanie się na zjawisko narkomanii w danym kraju nie gwarantuje identycznych sytuacji w naszym kraju. Holandia jest krajem prozachodnim, liberalnym, z dłużej trwającym ustrojem demokratycznym. Natomiast w Polsce odbijają się jeszcze szerokim echem zmiany ustrojowe. Zmierzam do różnicy jaka dzieli oba państwa i sprowadza się ogólnie mówiąc do mentalności dwóch społeczeństw oraz ich stosunku (w tym przypadku) do używek gdzie są czysto rozrywkowym dodatkiem do życia. Prawdopodobnie w Polsce po legalizacji tychże środków w niedługim czasie spora część rodaków wylądowała by w Monarze. Nie traktuję tego jak czarnej prognozy, myślę że to bardzo prawdopodobna symulacja dla państwa, w którym ludzie odurzają się aby zapomnieć o szarej rzeczywistości.

Oczywiście nie należy wrzucać wszystkich ''miłośników'' konopi do jednego worka. Kieruję się w życiu zasadą, że wymagać należy od siebie, innym nie zabraniać decydowania o własnym życiu. Wszystko jest dla ludzi mądrych. Chciałbym wierzyć, że Polacy dorośli do używek, ale nie będę siebie oszukiwał :) Z mojej strony - stanowczo potępiam narkotyki.

Polecam całkiem interesującą stronę o faktach i mitach na temat marihuany (link).

19 września 2010

Tchnięcie życia

Dla tych, którzy uważnie czytają mój blog nie jest tajemnicą, że jestem twardym zwolennikiem krwiodawstwa, które swoją drogą uważam za jedną z wielu form współczesnego patriotyzmu. Myślę nawet o aktywniejszym udzielaniu się przy idei niesienia pomocy.

Jutro wyjeżdżam z dziewczyną na tygodniowy obóz integracyjny w Zakopanem. Pewnie dobrze będziemy się bawić. Oczywiście nie oznacza to rezygnacji z pomocy innym. Całkiem niedawno, po długiej przerwie wydrukowałem ponownie ''Oświadczenie Dobrej Woli''. Wiem, że termin nie wszystkim jest znany mimo, że cała inicjatywa powstała przed laty (ja dowiedziałem się o niej na forum ateista.pl). Czym jest te oświadczenie? Najprościej mówiąc deklaracją, w której zezwalamy na wykorzystanie naszych organów po zgonie, oczywiście do przeszczepów.

Transplantacje w niektórych kręgach są jeszcze tematem kontrowersyjnym. Nawiasem mówiąc negatywny wizerunek starannie umacniał kościół katolicki, który oddawanie organów uważał za grzech śmiertelny. Pod wpływem popularyzacji tych zabiegów oraz opinii publicznej stanowisko kościoła uległo zmianie (tylko czekać na pochwalenie ślubów homoseksualistów oraz aborcji). Szczęśliwie pomimo wychowania w zaściankowej rodzinie rozwinąłem własny system wartości, w którym nie ma miejsca dla Boga. Każdy z nas (a przynajmniej większość) ma wrodzony dar ratowania drugiej osoby. Skoro przyjdzie na mnie czas, nie powinienem odbierać możliwości dalszego funkcjonowania innemu człowiekowi. Śmierć to tylko zwieńczenie całego naszego życia. Od nas zależy czy w tym właśnie dniu będziemy dumni z własnych czynów. Myślę, że idę właściwą dla siebie drogą ;)

Jeśli jesteś osobą pełnoletnią, masz w sobie chęć pomocy innym i nie boisz się wiecznego potępienia, nie pozwól odebrać szansy życia drugiemu człowiekowi. Szczerze zastanawiam się również nad zostaniem dawcą szpiku kostnego, zapoznałem się już ze wszystkimi procedurami i zapewniam was, że sam zabieg nie należy do niebezpiecznych.

Poniżej przedstawiam wam kilka przydatnych linków zarówno do moich postów powiązanych z tym tematem jak i stron z istotnymi informacjami:
  1. Quasi 9.999: Patriotyzm
  2. Quasi 9.999: Krwiodawstwo w Polsce
  3. KREWNIACY - Internetowy serwis Honorowego Krwiodawstwa
  4. TRANSPLANTACJE - Strona poświęcona przeszczepom z wzorami Oświadczeń Woli do wydruku.

12 sierpnia 2010

Polak Polakowi wilkiem

Cała sytuacja z krzyżem pod pałacem prezydenckim obnaża prawdę o nas samych, jacy jesteśmy jako naród. Nie trudno w ostatnich czasach przewidzieć reakcje ludzi w obliczu tragedii. Śmierć Karola Wojtyły czy katastrofa pod Smoleńskiem tak samo oddziałują na sumienie polskiego społeczeństwa jak tradycyjny melanż zakrapiany dużą ilością wódki - najpierw wielkie refleksje, solidaryzowanie się z ludźmi, postanowienia poprawy. Dodatkowo atmosferę patetyzują stacje telewizyjne zamęczając odbiorcę czarno-białymi scenami, z wkomponowanymi utworami muzyki poważnej (wydaje mi się, że w tej materii króluje W. A. Mozart, ze swoim marszem żałobnym, Requiem). Po kilku dniach - czas trzeźwienia, statystyczny ''brudny'' Polak nie wiele odnowił się duchowo, skacowany rusza w bój - z kim i w jakim celu? Nieważne, bydłu zawsze raźniej w stadzie.

Wczoraj Grzegorz Napieralski zorganizował pod pałacem prezydenckim wiec w obronie laickości państwa, jak najbardziej potrzebny. Czasami zastanawiam się czy to czysta nieświadomość ludzka czy zbiorowy fanatyzm religijny sprawia, że najważniejszy dokument w państwie jest przy każdej okazji deptany i opluwany. Zapisy zawarte w Konstytucji RP są na tyle klarowne, że żadna osoba nie powinna mieć problemów z ich interpretacją.

Ludzie nazywający się ''obrońcami krzyża'' uważają się za ofiary, ignorowane przez władze, atakowane przez innych obywateli, co śmieszne także wierzących. Pod burdelem prezydenta były już meetingi, krzyż z puszek Lecha (promujący zapewne recykling), imperium międzygalaktyczne i mecz siatkówki - osoby mające klapki na oczach, ochrzczone przez opinię publiczną ''krzyżowcami'', zamiast ironii w tej formie ekspresji społeczeństwa dopatrują się ataków i obrazy uczuć religijnych (przez lata szukam czym właściwie jest to określenie, tak chętnie używane przez ludzi o płytkich horyzontach). Masochistyczne spotkanie kółka różańcowego wymknęło się również spod kontroli kościoła katolickiego. Księża chcący przenieść krzyż do ''bożej świątyni'' zostali zwyzywani od żydów, komunistów i masonów. Najbardziej jednak zadziwia mnie reakcja władz Warszawy, mianowicie jej brak. Nikt nie poczuwa się odpowiedzialny, aby cały spór jakoś zażegnać, marginalizując całe zjawisko. Osobiście jestem za bardziej stanowczymi metodami zanim komuś naprawdę stanie się krzywda. Policja wraz ze strażą miejską powinna już dawno rozgonić tą grupkę ultra-młodych duchem starców (dzisiejsi 16-latkowie mają więcej oleju w głowach), następnie krzyż (w pełnej kulturze i poszanowaniu dla religii) przenieść w należyte dla niego miejsce. Zachęcam do przeczytania felietonu mojego autorstwa pt. ''Wojna polsko-...?'', w którym poruszam kwestie zależności związków wyznaniowych z państwem.

Dzisiaj dotarły do mnie informacje, że na jednej ze ścian pałacu namiestnikowskiego zostanie umieszczona tablica pamiątkowa - uważam ją za znacznie lepszy pomysł niż stawianie monumentalnych, nic nie wznoszących pomników. Co na to ludność? Na stronie dziennika możemy się dowiedzieć, że wdowa po Edwardzie Gosiewskim jest obrażona i żąda ''pomnika odpowiedniego rozmiarami do rangi wydarzenia''. Proponuję wyburzyć pałac i w jego miejsce postawić betonową figurę Chrystusa Zbawiciela podobną do tej w Rio de Janeiro.

W całym zamieszaniu chyba większość obserwatorów i uczestników tego przedstawienia zapomniała o co w tym konflikcie chodzi. Bez wątpienia, katastrofa pod Smoleńskiem wpisze się grubym drukiem do podręczników historii i zapadnie w pamięci osób, niezależnie od stopniem zainteresowania sprawami Polski. Tymczasem obrońcy krzyża chyba właśnie osiągają swój cel. Mogą być z siebie dumni stawiając wymowny pomnik głupoty, który w szyderczy sposób spycha na dalszy plan najpoczciwszy szacunek dla zmarłych.

1 lipca 2010

Debata, wydanie drugie

Dzisiejszy post poświęcony debacie prezydenckiej będzie nieco krótszy od tego napisanego przed dniami. Z racji mało konkretnych odpowiedzi kandydatów, a także mniej interesujących pytań ze strony redakcji sądzę, że nie ma większego sensu analizować taniego show z wyleniałymi kocurami salonowymi. To co zobaczyłem wczoraj nieco zbliża nas jako naród do raczkującej demokracji państw afrykańskich - jestem ciekaw jak daleko jeszcze chęć zdobycia wygodniejszego tapczana cofnie w ewolucji naszych umiłowanych polityków.

Począwszy od pierwszej rundy w moim odczuciu studio zdominował Bronisław Komorowski i tą przewagę utrzymał. Tym razem, inaczej niż poprzednio, kandydat nie posługiwał się agresywnym językiem, a stanowczo przedstawiał swoje racje dzięki czemu nawet w obliczu mocnych kontrargumentów rywala, odmieniana przez wszystkie przypadki prawda leżała po jego stronie. Taki sposób prowadzenia dyskusji przypomina mi trochę ten należący do Aleksandra Kwaśniewskiego, który przed laty debatował z Lechem Wałęsą. Zmiana taktyki reprezentanta Platformy Obywatelskiej to chyba jedyny akcent ożywiający wczorajszą debatę. Ze sposobem wysławiania się Jarosław Kaczyński miał nieco więcej problemów, mimo wszystko prezencja jest cnotą pożądaną u prezydenta. Łapki kurczowo położone na ławie, niewyraźne mówienie jakby kandydat nie jadł śniadania, zwracanie się do przeciwnika nie spoglądając w jego stronę to poważne błędy, popełnione przez prezesa PiS także w poprzednim starciu. Należy też wspomnieć o ostatnim krzyku mody - okularach w grubych oprawach, które miały chyba za zadanie ''wykształcić'' w oczach wyborców kandydata PiS. Szczerze? Chyba odniosły efekt odwrotny od zamierzonego. Myślę, że sztab J. Kaczyńskiego powinien mocno zastanowić się nad przyszłymi kampaniami - zmienić specjalistę od wizerunku, albo materiał do obróbki bo obecny (mowa tu ciągle o kontrkandydacie B. Komorowskiego) jest chyba zbyt mało elastyczny.

Pisząc dwa lata temu prezentację maturalną na temat instrumentalizacji języka w polskiej polityce musiałem przebrnąć przez publikacje językoznawcy, Jerzego Bralczyka. Myślę, że zarówno on jak i większość kolegów z branży za zwycięzcę wczorajszej debaty w wysławianiu się uznałoby kandydata PO.

Gdybym polityką się nie interesował, pozytywne wrażenie wywarłaby na mnie sylwetka Bronisława Komorowskiego, który w drugim starciu zdeklasował rywala. Jednakże to tylko tymczasowy wizerunek mający ukazać jego osobę w jak najlepszym świetle. Pod względem merytorycznym wczorajsza dyskusja nie była wcale najlepsza. Obydwóch kandydatów nawzajem się przekrzykiwało, wysyłało ''laurki'' mające za zadanie ich skompromitować, unikało odpowiedzi na pytania od prowadzących. Czy tak zdaniem rywalizujących ze sobą kandydatów ma wyglądać język współczesnej polityki?

Na wybory 4 lipca pójdę i zakreślę oba nazwiska unieważniając swój głos. Miałbym zbyt duże wyrzuty sumienia gdyby poparty przeze mnie człowiek negatywnie działał na rzecz Polski, a nieszczęśliwie obydwóch kandydatów uważam za jednakowe zło.

28 czerwca 2010

Debata, bez rewelacji

Wczorajsza debata uświadomiła mi, że jeszcze wiele nam brakuje do prowadzenia takich kampanii jak w przypadku zachodnich sąsiadów. Nie chodzi mi tylko o rozrzucanie stosów ulotek, sprzedaży papieru toaletowego z wizerunkiem promiennie uśmiechniętego kandydata na prezydenta czy spoty wyborcze z Justinem Bieberem, ale o samą walkę pomiędzy kandydatami (jaką oferują nam głównie debaty).

W moim odczuciu dwójka kandydatów ukazała wczoraj więcej swoich minusów niż plusów, a im dłużej spektakl trwał, na światło dzienne wychodziły coraz to ciekawsze wpadki.

Moim zdaniem początek debaty należał do Jarosława Kaczyńskiego. Już od pierwszego pytania mówił rzeczowo, myślę że bardzo zrozumiale dla przeciętnego obywatela. Nie ukrywam, że zgadzałem się z jego poglądami. Odpowiedź Bronisława Komorowskiego? Nie wiem w jak bardzo naiwnego idealistę starał się wcielić marszałek, ale jakoś do mnie nie przemówił. Pomijając dykcję, jego wzniosłe słowa o jedności Polski, braku podziałów, południa i północy czy dnia i nocy nic konkretnego nie wzniosły do dyskusji. Wschodnia część kraju jest mniej zamożna, cechuje się wyższym bezrobociem, niższymi średnimi płacami - nie jest to nowina sprzed kilku dni tylko wieloletni fakt dlatego też dziwi mnie zachowanie kandydata PO, który udawał, że nie widzi żadnych różnic w poziomie rozwoju gospodarczego poszczególnych regionów Polski.

W pytaniu o legalizację związków homoseksualnych odpowiedź żadnego z kandydatów mnie nie zadowoliła. Według mojej opinii możliwość zawarcia związku małżeńskiego (tu ślubu cywilnego) powinny mieć osoby tej samej płci chociażby z powodów prawnych (łatwość dziedziczenia, wspólne rozliczenia majątkowe), bez możliwości adoptowania dzieci. Nie jestem zaskoczony wymijającymi odpowiedziami obydwóch kandydatów jednak wypowiedź pana Komorowskiego jakoby obecne prawo było dobre uważam za mocne naciągnięcie faktów. Wielkich rewelacji nie było też w temacie laickiego państwa oraz zapłodnieniu in vitro. W tej materii jestem czystym lewicowcem jednak rozumiem unikanie tematów wywołujących spore kontrowersje, przeradzających się w wojnę ideologiczną. Szczerze, po wypowiedzi J. Kaczyńskiego byłem niemal pewny, że kontrkandydat pójdzie w jego ślady (zawsze uważałem B. Komorowskiego za strachliwą osobę niezdolną do stanowczych deklaracji) jednak dał pewne przyzwolenie na zabiegi sztucznego zapłodnienia odwołując się do sumienia i wolności osób, które chcą się na takie rozwiązanie zdecydować. Naprawdę wielką szkodą jest brak w debacie G. Napieralskiego, który z pewnością byłby dobrą alternatywą dla bezbarwnych polityków starej generacji. Nie rozczulając się dłużej nad losem człowieka SLD przejdźmy do gospodarki.

Tu pokrótce. Pamiętam uśmiechniętego Donalda Tuska podczas konferencji, dumnie pozującego na tle mapy Europy z pozytywnie wyróżnioną Polską, która oparła się kryzysowi gospodarczemu. Nie sądziłem, że Bronisław Komorowski będzie na tyle głupi i obłudny, że przywłaszczy sobie nieswoje osiągnięcia. Dodatni przyrost gospodarczy był głownie zasługą poprzednich rządów czyli tych PiSowskich. Rząd PO miał zrobić z nas drugą Irlandię - poniekąd mu się to udało jeśli rozumiemy to przez masową migrację wykształconych (i nie tylko) obywateli Polski właśnie na wyspy. Na pocieszenie marszałka dodam, że rządy PiSu również chwaliły się przed laty dorobkiem, który zostawiła po sobie lewica. Straszenie drugą Grecją nie przekonało mnie, bardziej kontrowersyjny mówca mógłby nazwać sposób w jaki B. Komorowski stara się zdobyć wyborców czystym terrorem. Podsumowując, wielki minus dla przeciwnika J. Kaczyńskiego chociaż prawdę mówiąc dwaj kandydaci polegli, ponieważ pytanie dotyczyło podniesienia wieku emerytalnego - odpowiedź kandydatów na to zagadnienie była oczywista, w innym przypadku mówcy popełniliby istne seppuku.

Pytanie dotyczące niezależności energetycznej od Rosji w moim odczuciu należało do Bronisława Komorowskiego. Zadowoliła mnie odpowiedź o późniejszej renegocjacji umowy w przypadku kiedy wydobycie gazu łupkowego byłoby dla nas bardziej opłacalne. Nie ma powodów do wczesnej euforii. Polska powinna iść dwiema drogami, zarówno badając zasoby znajdujące się na terytorium kraju jak i zapewnieniu dostaw z innych źródeł (pogłębiając przy tym stosunki dyplomatyczne).

Rozmowy dotyczące wojska nie pociągnęły za sobą żadnych stanowczych deklaracji. Po wypowiedziach B. Komorowskiego odniosłem wrażenie, że nie zna sytuacji w jakiej znajduje się teraz polska armia. Miałem przyjemność w ubiegłym roku poznać uroki wojska na własnej skórze^^ Żywność na stołówkę przywożona pojazdami WAKowców, brak środków na paliwo. Pewnie gdybym został jeszcze kilka miesięcy w wojsku miałbym przyjemność dowodzić produkty żywnościowe taczkami, bo do takiej sytuacji polski rząd zmierza. Marynarka wojenna praktycznie nie istnieje, profesjonalne wojsko pięknie brzmi tylko z nazwy (zlikwidowanie obowiązkowego poboru było ogromnym błędem). Polska nie dysponuje dzisiaj znaczącą siłą militarną, bez większych nakładów na wojsko sytuacja będzie tylko się pogarszała. Z drogiej polityki ekspedycyjnej nie można tak od razu zrezygnować. Zwiększenie kontyngentu na misji w Afganistanie jeszcze niedawno rząd Donalda Tuska uważał za swój sukces. Dziś kandydat PO na stanowisko prezydenta nieudolnie gra pacyfistę mocno opowiadającego się za wycofaniem polskich żołnierzy z tego kraju. Prawdopodobnie do większości wyborców taka deklaracja przemówi jednak osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tak pochopnych działań.

Największa wpadka ubiegłej nocy (jak dla mnie) padła przy pytaniu o politykę w stosunku do Białorusi. Rozmowy z Moskwą i ewentualne działania? Wielka gafa. Myślę, że po części nie to miał na myśli Jarosław Kaczyński jednak słowo się rzekło i nie ukazało go w dobrym świetle. Oponent zręcznie wykorzystał okazję nie pozostawiając na autorze feralnych słów suchej nitki.

Uważam, że pomimo dobrego startu Jarosława Kaczyńskiego z czasem tracił swoją przewagę. Na pewno należy mu się pochwała za opanowanie i nie wchodzenie w głębsze polemiki z oponentem. Agresywne, nerwowe ataki Bronisława Komorowskiego działały raczej na jego niekorzyść - osobiście nie chciałbym, aby prezydentem narodu była niezrównoważona osoba bez ogłady (a taką wczorajszej nocy reprezentował sobą kandydat PO nie stosując się do zasad debaty). Biorąc jednak pod uwagę samą treść, za zwycięzcę uważam Bronisława Komorowskiego, który nabierając pewności siebie z czasem zaczął mówić naprawdę trzeźwiej. Wczorajsze show nie przekonało mnie w znaczącym stopniu do wyboru jednego z kandydatów. Liczę na to, że najbliższa debata będzie żywsza, bez zbędnych kłótni i opowiadania bajek, za to bogatsza w konkrety.

21 czerwca 2010

Wybory

Wyniki wczorajszych wyborów nie były zaskakujące. I chyba większość ludzi, trochę interesujących się polską polityką zgodzi się ze mną, że trzy pierwsze miejsca były przewidywalne. Spodziewałem się jednak nieco większej frekwencji.

Od początku byłem ukierunkowany w stronę lewicy także zagłosowałem na G. Napieralskiego. Swojej decyzji nie żałuję. Jako jedyny z kandydatów reprezentuje sobą młodą generację polityków - wykształconych, którzy swoją karierę zaczęli w demokratycznych czasach nie mając jakichkolwiek pleców. Jeszcze kilka miesięcy temu byłem mniej do niego przekonany jednak swoją kampanią jak i przemówieniami udowodnił, że posiada kompetencje, aby pełnić najwyższe funkcje w państwie.

Dwaj czołowi kandydaci są politykami mało energicznymi. W mojej opinii nieważne, który z nich wygra - w Polsce przez najbliższe 5 lat prezydentura nie wniesie nic innowacyjnego czy postępowego. Co mnie osobiście cieszy po wczorajszym dniu? Lewica znów wkroczyła do gry.

11 kwietnia 2010

Ku pamięci

Wczorajsze wydarzenie odbiło się donośnym echem szczególnie wśród nas, Polaków. W miejscu, w którym 70 lat temu polscy oficerowie złożyli ofiarę z własnych żyć na ołtarzu historii Polski, ich los podzieliła elita reprezentująca już wolny kraj. Odeszli pełniąc służbę przede wszystkim dla narodu, a pamiętnego dnia 10 kwietnia 2010 roku chcąc uczcić pamięć zmarłych podzielili ich los.

Czy żałoba wywoła w nas najmniejszą przemianę? Chciałbym wierzyć, że tak. Że nie będą to jedynie sztuczne wyrazy współczucia w imię poprawności, a wyciągnięcie wniosków i wspólny krok ku przyszłości. Łączę się w bólu z rodzinami ofiar.