24 listopada 2009

Wojna polsko - ...?

Jakiś czas temu poruszenie wśród polskiego społeczeństwa wywołała decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które przyznało Włoszce rację w związku z bezprawnym umieszczeniem krucyfiksu w publicznej szkole. Ateistka, matka dwójki dzieci bezskutecznie próbowała dociekać swoich racji we Włoszech, odnalazła zrozumienie dopiero u sędziów ETPC, którzy jednocześnie stwierdzili, że wieszanie symbolów religijnych w instytucjach państwowych jest jawnym pogwałceniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Art. 2 i 9).

Wiadomość nie ujrzałaby światła dziennego w Polsce gdyby nie prezydent, który 11 listopada (przy okazji święta narodowego) ogłosił, że krzyże w szkołach wisieć będą. Wtedy mały news o wyższości sprawiedliwości i prawa (odwrócenie kolejności słów grozi ich poniżeniem) nad nieobiektywnym, włoskim sądownictwem zamienił się w wielką wojnę katolików z... Właśnie, z kim? Myślę, że sami gorliwie wierzący Polacy z etykietą ''moherowych beretów'' nie są w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Zachowują się jak wściekłe szczeniaki, które kąsają wszystko co zobaczą na swojej drodze. Ta bezowocna pogoń za własnym ogonem jednak jest przeze mnie rozumiała. Polacy tak ściśle są związani z chrześcijaństwem i jego symbolami, aż ten ''romans'' utrudnia im obiektywne myślenie i odróżnienie spraw państwowych od wyznaniowych. Jeszcze nie tak dawno sam uczęszczałem do szkoły. Pomijając fakt, że jestem ateistą (za co serdecznie dziękuję ks. Andrzejowi z trzeciej klasy gimnazjum), krzyż wiszący ponad godłem Rzeczpospolitej Polskiej irytował mnie jako człowieka. Pani Senyszyn, występując w programach publicystycznych na temat znaków religijnych w instytucjach państwowych, jest wyzywana od czerwonych lub komuchów. Najbardziej utkwił mi w pamięci B. Wildstein, który we własnym programie przerywał wypowiedzi innej posłanki i przedstawiał swoje niepoważne argumenty. Najwidoczniej pan tak bardzo lubi swoją osobę, że nie potrzebuje do dyskusji osób trzecich. Wracając jednak do sprawy Europosłanki SLD - jakby społeczeństwo jej nie nazywało, jako jedyna obiektywnie rozumuje i przytacza konkretny zarzut - złamanie konstytucji, najwyższego prawa obowiązującego w Polsce (Rozdział I Art. 8). Być może powinniśmy rozumieć nietolerancyjne, przesiąknięte jadem wypowiedzi ''wierzących'' w myśl zasady ''prawda w oczy kole''.

Przytoczę interesujący nas fragment I rozdziału Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej;

Art. 25.
  1. Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.
  2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
Formalnie Polska jest państwem laickim z wyraźnym oddzieleniem się od religii w sposobie rządzenia. Symbole religijne w szkołach burzą ten porządek państwa, gdzie nie tylko dyskryminują inne związki wyznaniowe, ale także jawnie narzucają młodym obywatelom jedną prawdziwą religię - chrześcijaństwo. Każda, zdrowo myśląca osoba powinna zdawać sobie sprawę, że szkoła ma wytyczać kierunki, a nie indoktrynować uczniów.

Oliwy do ognia dodali głównie gorliwie wierzący Polacy, którzy jak w każdym sporze na linii państwo - kościół wykazali się szczególną niewiedzą. Nikt nie atakuje kościoła, to nie jest żaden zamach na religię jak niektórzy starają się udowodnić (popierając swoje racje wykrzyknikami w liczbie mnogiej). W przypadku sklerykalizowanych Włoch sprawa dotyczyła pogwałcenia przepisów międzynarodowych co w efekcie przyczyniło się do zdjęcia krucyfiksów ze szkół. Myślę, że jeszcze przez jakiś czas atmosfera będzie dość napięta. Wierzę, że w razie pojawienia się pozwów polskie sądownictwo będzie kierowało się rozumem i zasadą sprawiedliwości, jaką wykazał się Strasburg.