26 listopada 2009

Krwiodawstwo w Polsce

Krew zacząłem oddawać na początku roku kiedy dla mnie i kolegów z wojska była to jedna z nielicznych okazji do zwolnienia z zajęć. Początkowo miałem trochę obaw co do polskiej służby zdrowia. Szczęśliwie swoją przygodę z krwiodawstwem zainicjowałem w chełmskim RCKiK gdzie personel wykazał się pełnym profesjonalizmem. Od tej pory jestem aktywnym Honorowym Dawcą Krwi, nie żałuję swojej decyzji ponieważ z pomocą ludziom wiążę wiele korzyści. Postanowiłem przybliżyć nieco czytelnikom jak wygląda oddawanie krwi z perspektywy zwykłego człowieka i czy jest to warte zachodu;
  1. Pomijając dwa centra resortowe (MON i MSWiA), polscy dawcy zazwyczaj uczęszczają do Regionalnych Centrów Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Na terenie Polski znajduje się ich 21,
  2. Rejestrujemy się przy odpowiednim okienku (należy okazać dokument osobisty oraz książeczkę HDK* jeśli taką posiadamy), dostajemy do wypełnienia kwestionariusz. Pytania dotyczą głównie stanu zdrowia, ostatnich chorób czy zabiegów chirurgicznych,
  3. Następnie w pracowni analiz lekarskich lub stanowiska do badania poziomu hemoglobiny lekarz pobiera próbkę naszej krwi do analizy. Zazwyczaj wystarczy małe ukłucie palca, ale spotkałem się także ze strzykawką,
  4. W pokoju lekarskim przeprowadzany jest z nami bezbolesny wywiad (pomiar ciśnienia itp.),
  5. Ostatnim etapem jest oddanie 0,5 litra krwi**. Zabieg trwa od 5 do 8 minut i nie sprawia dawcy większego bólu.
Po wszystkim otrzymujemy ekwiwalent w wysokości 4500 kcal, równowartość ośmiu czekolad (jeśli oddawaliśmy pierwszy raz krew, to po około 2 tygodniach możemy bezpłatnie odebrać książeczkę HDK). Często zdarza się, a nawet jest wskazane, aby osoba przed oddaniem krwi przyjęła płyny: na miejscu zazwyczaj jest sok, rzadziej herbata i kawa).

Oczywiście nie każdy może zostać Honorowym Dawcą Krwi. Wszystko zależy od stanu zdrowia pacjenta. Dopuszczalny przedział wiekowy do oddania krwi wynosi 18 - 65 lat, osoba musi ważyć co najmniej 50 kg, od 12 godzin nie spożywać alkoholu i w okresie 6 miesięcy wstecz nie przechodzić groźnych chorób, operacji lub innych zabiegów (przekuwanie uszu, tatuaż). Wszystkie przeciwwskazania są zamieszczone w kwestionariuszu.

Do zalet z oddawania krwi należą (tylko dla HDK); bezpłatne badanie krwi, zwolnienie z pracy/zajęć lekcyjnych w dniu oddania krwi, zwrot kosztów przejazdu (nie dotyczy komunikacji miejskiej), zwrot utraconego zarobku na zasadach wynikających z przepisów prawa pracy. Podatnicy mogą odliczyć sobie wartość oddanej krwi od PIT-36, PIT-37, również PIT-28 (1 litr krwi umownie kosztuje 130 złotych). Ponadto Zasłużeni Dawcy Krwi*** mają prawo do; bezpłatnego zaopatrzenia w leki podstawowe i uzupełniające do wysokości urzędowych limitów cen, a także w leki, które dawca krwi może stosować w związku z oddawaniem krwi (listę leków ustala Ministerstwo Zdrowia), korzystania poza kolejnością ze świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz z usług farmaceutycznych w aptekach. Niektóre samorządy miejskie wprowadzają darmowe przejazdy komunikacją miejską jeżeli dawca oddał wymaganą w danym mieście ilość krwi uprawniającą do zwolnienia z opłat.

Czy warto oddać krew? Myślę, że każdy indywidualnie powinien to przemyśleć. Jestem zdrowym człowiekiem, a krew jest samoodnawialnym surowcem, który ratuje komuś życie. Musiałbym być próżny lub leniwy, aby zatrzymać ten skarb dla siebie.

Więcej informacji na:

* Honorowy Dawca Krwi (HDK). Legitymacja zawiera informacje o ilości oddanej przez nas krwi i jest jedynym dowodem potwierdzającym grupę krwi (popularne breloczki z grupami krwi są bezwartościowe dla lekarzy).
** Pomimo oddania 0,5 l krwi w książeczce jest zanotowanych jedynie 450 ml. Reszta posłuży do badań.
*** Zasłużony Dawca Krwi, specjalne odznaczenia (dawniej trzy stopnie) uzyskiwane po oddaniu co najmniej 6 l krwi przez mężczyzn lub 5 l przez kobiety.

24 listopada 2009

Wojna polsko - ...?

Jakiś czas temu poruszenie wśród polskiego społeczeństwa wywołała decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które przyznało Włoszce rację w związku z bezprawnym umieszczeniem krucyfiksu w publicznej szkole. Ateistka, matka dwójki dzieci bezskutecznie próbowała dociekać swoich racji we Włoszech, odnalazła zrozumienie dopiero u sędziów ETPC, którzy jednocześnie stwierdzili, że wieszanie symbolów religijnych w instytucjach państwowych jest jawnym pogwałceniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Art. 2 i 9).

Wiadomość nie ujrzałaby światła dziennego w Polsce gdyby nie prezydent, który 11 listopada (przy okazji święta narodowego) ogłosił, że krzyże w szkołach wisieć będą. Wtedy mały news o wyższości sprawiedliwości i prawa (odwrócenie kolejności słów grozi ich poniżeniem) nad nieobiektywnym, włoskim sądownictwem zamienił się w wielką wojnę katolików z... Właśnie, z kim? Myślę, że sami gorliwie wierzący Polacy z etykietą ''moherowych beretów'' nie są w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Zachowują się jak wściekłe szczeniaki, które kąsają wszystko co zobaczą na swojej drodze. Ta bezowocna pogoń za własnym ogonem jednak jest przeze mnie rozumiała. Polacy tak ściśle są związani z chrześcijaństwem i jego symbolami, aż ten ''romans'' utrudnia im obiektywne myślenie i odróżnienie spraw państwowych od wyznaniowych. Jeszcze nie tak dawno sam uczęszczałem do szkoły. Pomijając fakt, że jestem ateistą (za co serdecznie dziękuję ks. Andrzejowi z trzeciej klasy gimnazjum), krzyż wiszący ponad godłem Rzeczpospolitej Polskiej irytował mnie jako człowieka. Pani Senyszyn, występując w programach publicystycznych na temat znaków religijnych w instytucjach państwowych, jest wyzywana od czerwonych lub komuchów. Najbardziej utkwił mi w pamięci B. Wildstein, który we własnym programie przerywał wypowiedzi innej posłanki i przedstawiał swoje niepoważne argumenty. Najwidoczniej pan tak bardzo lubi swoją osobę, że nie potrzebuje do dyskusji osób trzecich. Wracając jednak do sprawy Europosłanki SLD - jakby społeczeństwo jej nie nazywało, jako jedyna obiektywnie rozumuje i przytacza konkretny zarzut - złamanie konstytucji, najwyższego prawa obowiązującego w Polsce (Rozdział I Art. 8). Być może powinniśmy rozumieć nietolerancyjne, przesiąknięte jadem wypowiedzi ''wierzących'' w myśl zasady ''prawda w oczy kole''.

Przytoczę interesujący nas fragment I rozdziału Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej;

Art. 25.
  1. Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.
  2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
Formalnie Polska jest państwem laickim z wyraźnym oddzieleniem się od religii w sposobie rządzenia. Symbole religijne w szkołach burzą ten porządek państwa, gdzie nie tylko dyskryminują inne związki wyznaniowe, ale także jawnie narzucają młodym obywatelom jedną prawdziwą religię - chrześcijaństwo. Każda, zdrowo myśląca osoba powinna zdawać sobie sprawę, że szkoła ma wytyczać kierunki, a nie indoktrynować uczniów.

Oliwy do ognia dodali głównie gorliwie wierzący Polacy, którzy jak w każdym sporze na linii państwo - kościół wykazali się szczególną niewiedzą. Nikt nie atakuje kościoła, to nie jest żaden zamach na religię jak niektórzy starają się udowodnić (popierając swoje racje wykrzyknikami w liczbie mnogiej). W przypadku sklerykalizowanych Włoch sprawa dotyczyła pogwałcenia przepisów międzynarodowych co w efekcie przyczyniło się do zdjęcia krucyfiksów ze szkół. Myślę, że jeszcze przez jakiś czas atmosfera będzie dość napięta. Wierzę, że w razie pojawienia się pozwów polskie sądownictwo będzie kierowało się rozumem i zasadą sprawiedliwości, jaką wykazał się Strasburg.

16 listopada 2009

Patriotyzm

Wstaję nad rankiem, siadam przy komputerze i sprawdzam godzinę odjazdu autobusu przejeżdżającego obok RCKiK w Lublinie. Jesienna pogoda, 8:25, czekam na przystanku. Po drodze mijam jednostkę wojskową i widzę właśnie wyjeżdżającą z niej furgonetkę Żandarmerii Wojskowej. Za plecami słyszę rozmowę dwóch młodych dziewczyn (zapewne jadących do szkoły) - patrz! Czerwone berety! Czuję, że mój dzienny poziom irytacji właśnie osiągnął swój limit…

Prawdopodobnie co najmniej raz w życiu zastanawiałeś/-aś się czym jest tak w ogóle patriotyzm: Cnotą, o której polscy politycy zdają się pamiętać jedynie przy zbliżającej się kampanii wyborczej? Balastem dawnych pokoleń obciążającym naszą generację kosmopolitów? Może archaizmem? Czy w XXI wieku, w czasie pokoju i integracji europejskiej potrzebujemy młodych patriotów?

Wśród młodego, polskiego społeczeństwa (do którego jeszcze należę) widać coraz mniejsze zainteresowanie sprawami kraju. Dziś skowyt niezadowolenia obywateli słyszę w przeróżnych manifestacjach, powody są naprawdę różne; za małe płace, za duża rola mężczyzn w polityce. Inni ''użytkownicy'' państwa wolą pisać swoje puste monologi jak dosyć głośny o ''Pokoleniu nic'' autorstwa zakompleksionej Marty Megger. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że taką postawę na co dzień widzę coraz częściej w polskich nastolatkach. Jedna z moich licealnych koleżanek powiedziała - Polska jest do dupy, żadnych perspektyw, po ukończeniu szkoły wyjeżdżam za granicę. Niektóre osoby usprawiedliwiają się, że są obywatelami całego świata. Odpowiem - Gówno prawda, jesteśmy nastawieni jedynie na własny interes, uciekamy od problemów, mamy gdzieś świat.., przynajmniej większość z nas.

Moje pokolenie przyszło na świat już w demokratycznym państwie, pełnym swobód i praw obywatelskich. Te przywileje, o których nasi przodkowie powojennej Polski mogli jedynie marzyć, są przez nas źle interpretowane. Bierze się to poniekąd z niewiedzy młodego społeczeństwa. Przynależność do kraju wiąże się także z obowiązkami. Patriotyzm w obecnych czasach uważam za ciągle potrzebny. Bynajmniej nie mówię tutaj o przelewaniu krwi w krajach, z których importujemy banany oraz malowaniu sobie twarzy barwami narodowymi. Przez ostatni rok moje nastawienie do koncepcji państwa uległo zmianie. Uważam, że to ludzie w nim zamieszkujący je tworzą. Bezinteresowne czyny na rzecz reszty społeczeństwa połączonego kulturą nazywam mianem współczesnego patriotyzmu. Objawia się on między innymi w płaceniu podatków, poszanowaniu mienia publicznego czy chociażby oddaniu krwi. Doskonalenie własnej osoby również jest rodzajem budowania silnej Polski, najważniejsze aby nie zapomnieć o swojej tożsamości narodowej.

W wypełnionym ludźmi szpitalu, łącznie ze mną było jedynie pięć osób do oddania krwi. Zapłacono mi za coś co robiłem bezinteresownie. Osiem czekolad, równowartość 16 złotych – tyle według niektórych osób kosztuje ludzkie życie. Sarkazm.